A te ciastka to świeże?

Czy to jest świeże? Sakramentalny tekst powtarzany przez Polaków, gdy wchodzą do sklepu. I przez moją babcię również. Wrył się tak głęboko, że nie da się o nim zapomnieć. Idealnie oddaje zachowanie Polaków w spożywczaku.

Co ma na myśli konsument?

Chce się upewnić, że to, co kupi, na pewno będzie świeże. Niby proste, ale… jakie naiwne z jego strony. Idąc do sklepu nie kupi papryki zerwanej prosto z krzaka albo mleka prosto od krowy. Nie dostanie też mięsa ze świeżo ubitego świniaka, a ciastka nie będą dopiero co wyciągnięte z gorącego pieca. Konsument pyta i… czeka.

Co ma odpowiedzieć sprzedawca?

Jeśli odpowie, że świeże, sprzeda towar. Nawet, jeśli te nieszczęsne ciastka leżą już kilka dni i czekają, aż ktoś je w końcu kupi. Będzie liczył, że klient się nie zorientuje, lub nie wróci, gdy się zorientuje. Profilaktycznie ma wywieszoną kartkę, że Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się. Zdaje sobie sprawę, że nie jest to do końca zgodne z prawem, ale ponownie liczy na to, że ciemny lud to kupi… i już nie wróci z reklamacją, gdy zauważy, że te ciastka jednak były nieświeże.

Jeśli jednak szczerze odpowie, że są nieświeże, to klient nie kupi. Co gorsze – może już nie wrócić, zniechęcony tym, że sprzedawca zaoferował mu nieświeży towar.Albo zrobić awanturę o to. Jak żyć?

Niestety to sprzedawca musi wybrać mniejsze zło w tej sytuacji.

To jak to w końcu jest? Świeże, czy nieświeże?

Pytanie pani w sklepie, czy coś jest świeże, to jak pytanie gminy o nową nawierzchnię przy zamieszkiwanej przez Ciebie ulicy – niby tak, ale nie dostaniesz jednoznacznej odpowiedzi.

Jeśli chcesz bardziej szczegółowych informacji o produkcie, pani za ladą zrobi wielkie oczy, że w ogóle o to pytasz. Przecież co może być w chlebie? Mąka, woda, sól. Nic więcej, pani, nie zawracaj mi głowy, bo kolejni klienci czekają. Bierzesz, czy nie bierzesz?

Niestety konsument idąc do sklepu musi polegać na własnych zmysłach

Wzroku, nosie i dotyku (smaku nie, bo przecież degustacja poza akcjami reklamowymi jest zakazana przez sklepy). Co wywącha to jego sprawa, czy pleśń na wędlinie zobaczy – również. Bułki też już niejedną rękę widziały, bo konsumenci nauczeni tym, że bez macania nie sprawdzi się świeżości, bezlitośnie je molestują w pragnieniu odnalezienia tych kilku sztuk, które nadadzą się do spożycia.

 

 

Foto: Peter Wendt

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.