Być kobietą… po polsku

Dziś będzie o tym, jak kobiety odbierają innym prawo do szczęścia i wolności. Bo kobietą w Polsce jest być bardzo trudno.

Miałam o tym nie pisać, ale scena z kawiarni utkwiła mi na długo w pamięci. Przy stoliku rozmawiały dwie kobiety. Starsza z nich była prawdopodobnie matką tej młodszej. Pewnie nie zwróciłabym na nie uwagi, gdyby nie ostrzejsza wymiana zdań i podniesione głosy. Bo story jest takie, że ta młodsza, na oko 25-letnia dziewczyna, powiedziała tej drugiej o wspólnej decyzji, jaką podjęli z mężem – chcą jechać na wakacje do Grecji.

Jak można było przewidzieć, na dziewczynę spadły gromy z jasnego nieba. Bo ośmiela się wyciągać męża na drogie wakacje, sama nie zarabiając ani grosza. Usłyszała pod swoim adresem wiele gorzkich słów, w których starsza kobieta wyłożyła litanię praw i obowiązków, jakie przysługują według niej osobie niepracującej.

Nie pracujesz – nie masz żadnych praw. Żadnych.

W skrócie: kobieta, która nie pracuje i jest utrzymanką (okropne słowo, które zostało użyte podczas tej rozmowy), nie ma praw żadnych. Nie może sobie nic kupić, bo nie pracuje. Nie może nigdzie pojechać, bo według matki nie ma prawa wydawać nie swoich pieniędzy. Nie powinna też w żadnym wypadku spotykać się z koleżankami, bo do tego są potrzebne pieniądze (nawet koszt głupiej kawy został jej wytknięty), a ona ich w oczach matki nie ma.

Do matki nie docierał argument, że dziewczyna wniosła do małżeństwa spory wkład finansowy w postaci mieszkania oraz oszczędności na remont. Że za jej pieniądze kupili wspólne łóżko. Że wniosła też samochód. W oczach matki z chwilą rezygnacji z pracy stała się zerem, nie obchodziło jej, że była to wspólna decyzja młodych – bo wybranek serca dziewczyny w tej chwili zarabia tyle, że ona pracować nie musi.

Matka z miejsca postawiła krzyżyk na własnej córce tylko dlatego, że córka ośmieliła się zrobić coś inaczej, niż pochwala jej rodzicielka.

W teorii powinno być tak, że w chwili ślubu młodych ludzi odcina się pępowinę, która do tej pory łączyła ich z rodzicami. W praktyce jednak nawet po ślubie rodzice próbują wpływać na decyzje pary młodej. Spójrzmy na powyższy przykład – dziewczyna i chłopak nie mają rozdzielności majątkowej, więc mają wspólne pieniądze. A matka dziewczyny wtrąca się w ich budżet, decydując, co dziewczynie wolno, a czego nie wolno za te pieniądze.

Absurd?

Niestety polska rzeczywistość. Wielokrotnie obserwowałam w internecie dyskusje na temat tego, jak rodzice próbują decydować za młodych. Czasami ich szantażują, by podjęli decyzję taką, jaką starsi sobie życzą. I to jest bardzo przykre, bo wygląda to mniej więcej tak, jak by młodzi chcieli zachować jak najlepsze relacje z rodzicami, a tamci mieli to totalnie w dupie, bo przecież dziecko się od nich nie odwróci.

W tej historii smutniejsze jest jeszcze jedno – kobiety kobietom odbierają prawa do szczęścia oraz prawo do podejmowania decyzji. Może to relikt patriarchatu, może konflikt pokoleń…? Ale nadal to jest obecne. Kobieta do ślubu nie ma żadnych praw, bo utrzymują ją rodzice lub nie ma dzieci. Po ślubie nie może się nawet ruszyć z domu bez męża, bo zaraz zaczyna się szeptanie po kątach, że pewnie się pokłócili.

To jest okropne, że odkąd kobiety zaczynają dorastać, ich prawa ulegają ciągłemu ograniczeniu. Młoda kobieta nie może się malować do szkoły, bo to wyzywające. Nie może ubrać mini, bo zaraz jest nazywana dziwką. Nie powinna też chodzić na dyskoteki, bo tak porządne dziewczyny nie robi. A jeśli coś złego jej się przydarzy, to przecież sama się o to prosiła, bo zachowywała się nie tak, jak powinna. Najlepiej, jak by chodziła tylko co niedzielę do kościoła, w soboty sprzątała, a od poniedziałku do piątku się uczyła. I tylko się uczyła. No i zajmowała rodzeństwem, zapomniałam dodać.

Inne kobiety wiedzą lepiej

Młoda mężatka powinna z miejsca zacząć starać się o dziecko, bo inaczej ludzie będą krzywo patrzeć. Na każdym kroku jest nagabywana o ciążę i tematy okołomacierzyńskie, a jej brzuch jest stałym obiektem obserwacji seniorek. Gdy urodzi dziecko, to już kompletnie nie ma żadnych praw, bo niby swoją rolę życiową wypełniła, ale jest do niczego – bo przecież może jeszcze rodzić kolejne dzieci, ale tego nie robi. Nie umie nawet w prawidłowy sposób trzymać dziecka i nie wie, kiedy ono wymaga opieki lekarskiej, bo ktoś inny wychował już trójkę dzieci i wie lepiej.

Inna kobieta wie lepiej, kiedy cudze dziecko potrzebuje karmienia, jak je ubrać na dwór, jak powinno zachowywać się w miejscach publicznych. Młode matki nie mają lekko. Na każdym kroku muszą wysłuchiwać od życzliwych teściowych, że dziecko jest źle karmione, że złe pieluchy kupują, że Marcysia za mało śpi, a Kamilek powinien więcej czasu spędzać na świeżym powietrzu. Nie widzą jednak, że krytykując sposób odżywiania wnuków, same im szkodzą, gdy przyjeżdżają do dzieci z wizytą i wpychają im w ręce torby z niezdrowymi słodyczami. Hipokryzja w czystej formie.

Zmierzam do tego, że kobiety są dla siebie wzajemnie sukami, bo nie potrafią uszanować wyborów drugiej strony i mają się za nieomylne. Ta dziewczyna z historii powyżej to nie jest jednostkowy przykład – takich historii są setki, a nawet tysiące. Dlaczego kobiety tak usilnie próbują decydować o losie innych kobiet, zamiast wspierać się wzajemnie?

Jeszcze jedna historia – krótka wymiana zdań w kontekście prawa, które ograniczało kobietom możliwość skorzystania ze znieczulenia przy porodzie. Kobieta, z którą rozmawiałam, miała jeden, jedyny argument, który według niej przemawiał za słusznością tej ustawy:

Skoro ja urodziłam bez znieczulenia, to inne też go nie potrzebują

No tak… Skoro jedna kobieta urodziła bez znieczulenia, to inna też powinna. W imię czego się pytam? Kobiecej solidarności? Skoro można ulżyć komuś w cierpieniu, dlaczego nie skorzystać z dobrodziejstw medycyny i rodzic bez bólu? Czy ta kobieta zapomni o bólu porodowym tylko dlatego, że inna będzie cierpiała tak samo? Czy raczej jest to tylko ludzka złośliwość, tłumaczona sprawiedliwością losu, bo skoro ja w tamtych czasach nie mogłam, to niech inne też trochę pocierpią?

Czasy się zmieniły i obecnie kobiety mogą cieszyć się większą wolnością wyboru. Starsze kobiety nie powinny odbierać tej wolności młodszym nawet, jeśli czują, że życie jest niesprawiedliwe i same nie mogły się tą wolnością cieszyć. Dlaczego innej osobie robić na złość, krytykować ją, próbować rządzić jej życiem wedle własnego uznania? W ostatnich czasach kobiety mają bardzo ciężko. Ich wolność jest ograniczana coraz bardziej według idei obecnej partii rządzącej. Nie bądźmy sukami, wspierajmy się wzajemnie, zamiast kopać pod sobą dołki. Tyle ode mnie na dzisiaj.

 

 

Foto: Giacomo Ferroni

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.