Carpe diem – jak pański wulkan, Somsiedzie?

Dziś trochę o tym dlaczego Polacy nie umieją w carpe diem. Ty też sobie nie wyobrażasz, że można żyć z dnia na dzień, prawda?

Wyobraź sobie hipotetyczną sytuację:

Wychodzisz ze sklepu i widzisz, jak facet wyjeżdża tyłem, bo też już zakończył swoją dzisiejszą sesję zakupów. Jednak wykonując manewr źle oszacował długość swojego samochodu – tak więc po chwili Twoje ukochane Passerati ma urocze wgniecenie w klapie bagażnika. 

Jak reagujesz?

Ponieważ zdarzenie ma miejsce w Polsce, jest prawdopodobne kilka możliwych scenariuszy.

  1. Dzwonisz po policję
  2. Siląc się na spokój, próbujesz się dogadać
  3. Skaczesz kolesiowi do gardła

Wszystkie te rozwiązania sprowadzają się do jednego – zdarzenie wywołuje w Tobie złość i poczucie wyrządzonej szkody. Nie machniesz na to ręką i nie pojedziesz dalej, jakby nic się nie stało. Będziesz oczekiwał sprawiedliwości lub przynajmniej rekompensaty.

Jak reaguje na coś takiego Włoch?

Włosi, szczególnie ci z okolic Neapolu, w takiej sytuacji machają ręką i każdy jedzie w swoją stronę. Pozdrowią się na zasadzie ciao! ciao! i zapomną o sprawie.

Nie mieści Ci się to w głowie, prawda? Muszą być szaleni, skoro nie zwracają uwagi na to, że ktoś im obił auto, które kupili za ciężko zarobione pieniądze?

Ano niekoniecznie…

Żyj tak, jakby jutra miało nie być

Włosi zostali wychowani w duchu idei carpe diem. Dla nich obite auto to drobnostka, która nie jest warta uwagi. Owszem, pierwsza ryska boli tak, jak w Polsce. Kolejne ryski jednak nie zaprzątają Włochom głowy. Bo widzisz, Włosi mają o wiele większy problem w życiu…

Wulkan

Jutro jest niepewne. Nie wiadomo, czy walnie Wezuwiusz, czy rozprawi się z nimi superwulkan na terenie Campi Flegrei (na którego temat naukowcy zaczynają wysuwać przypuszczenia, że jego komora magmowa jest połączona z tą Wezuwiusza, ale jeszcze nie znalazło to żadnego potwierdzenia).

Nieważne, jak się stanie, wiadomo jest jedno – około 7 tysięcy dusz mieszka sobie obecnie w strefie I, która jest zagrożona całkowitą destrukcją. Jak to walnie, nie będzie czego zbierać. W samym tylko Neapolu gęstość zaludnienia to ok. 8 tysięcy ludzi na kilometr kwadratowy. Dla porównania w Warszawie na 1 kilometrze kwadratowym mieszka ok. 3400 ludzi. Wyobraź to sobie.

Powiesz – muszą być szaleni, skoro nie chcą się przeprowadzić…

Może i tak. Ale biorąc pod uwagę silną przynależność do miejsca, w którym się urodzili, nie wydaje się to aż tak szalone.  Włosi są bardzo związani z miejscem, w którym dorastali. Pytając Włocha o narodowość, usłyszy się, że jest Neapolitańczykiem, Sycylijczykiem itd… Mało który powie, że jest Włochem w pierwszej kolejności.

Polacy też są silnie przywiązani do swojej ojczyzny i wracają do niej z emigracji. Nasi dziadkowie wracali do Polski, bo czuli się związani z tym krajem i nie bali się czekających na nich represji. Dlaczego więc Włosi mieliby czuć inaczej?

Inny przykład? Polacy też kupują mieszkania i domy w miejscach, które nie do końca nadają się do zamieszkania. Też zasiedlają się na terenach, na których grożą im pożary, powodzie, trąby powietrzne i osuwiska. Może mają to gdzieś z tyłu głowy, może nie… Często widok z okna jest ważniejszy, niż zdrowy rozsądek. Każdy przecież liczy, że jego nie spotka nic złego.

Aż przypomina mi się pewna sytuacja z miejsca, w którym dorastałam. Facet, który kupił działkę nad rzeką i postawił na niej dom, po jakimś czasie zdziwił się, że rzeka wylała i go zalało. Ale to przecież on chciał mieć piękny widok z okna. To on marzył o domu nad rzeką i był przywiązany do tego miejsca.

Możemy krytykować Włochów, ale sami nie jesteśmy od nich lepsi. Różnimy się tylko tym, że tereny, na których mieszkamy, są mniej nawiedzane przez klęski żywiołowe i są one zupełnie inne, niż we Włoszech.

Może to nie to samo, co wulkan

Ale zastanówmy się, czy Włosi nie mają przez poczucie ciągłego zagrożenia lżejszego życia? Gdyby nie wulkan pewnie byliby podobni do nas. Przez to, że może nie być jutra, doceniają drobiazgi, na które my, Polacy, nie zwracamy uwagi. I nie przejmują się błahostkami, które dla Polaka urastają do rangi problemów. Nie mają tylu trosk w życiu codziennym, przez co żyje im się o wiele łatwiej i idą przez życie z uśmiechem na twarzy. Podobnie jak Polacy, Włosi też liczą, że ich zły los nie spotka.

Polak nie potrafi pomyśleć w podobny sposób

Co mi po wgniecionym aucie, jak jutro może je zalać powódź?

Nie trafia do niego cała ta idea carpe diem, bo otoczenie ukształtowało go inaczej. W Polsce ważne jest dbanie o dobra materialne, wygląd zewnętrzny, pozory. Polska nigdy nie zmagała się z poważniejszymi kataklizmami. Od czasu do czasu jakaś powódź, jakaś burza, jakiś huragan. Gdzieś zapali się las. Nic więcej…

Trzęsienia ziemi na terenie Polski, są ledwo wyczuwalne

Większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że doświadcza ich na co dzień. U nas nie pękają budynki, nie zawalają się sufity, ziemia nie otwiera się na oścież. Większość ogląda wulkany tylko w telewizji i ludzie nie są świadomi, z czym wiąże się erupcja.

Nigdy nie krztusili się trującymi gazami. Nie wdzierał się do ich płuc pył wulkaniczny. Ich domu nie pochłonęła lawa. Na podwórku nie otwierały się fumarole, z których wydobywał się dym śmierdzący zgniłymi jajkami. Ich bliskich nie zmiotła z ziemi lawina piroklastyczna… A to prowadzi do ignorancji i braku zrozumienia.

Mamy w historii wojny, upadki…

A jedyna nauka, jaką stosujemy w życiu codziennym, a którą wynieśliśmy z przeszłych wydarzeń, to ta, by talerz zawsze był pełny. Nie myślimy o tym, że wojna może wybuchnąć choćby jutro (tak jak Wulkan we Włoszech). Myślimy tylko o tym co zjeść, czym zaszpanować przed znajomymi i boli nas każda drobna ryska na nieskazitelnej masce naszego samochodu. Potrafimy tylko planować przyszłość – bezrefleksyjnie.

Włosi nie mają czasu na takie bzdety. Ich życie może się w każdej chwili skończyć. Doceniają więc to, co mają i są wdzięczni losowi za każdy kolejny dzień. Bierzmy z nich przykład. Doceniajmy to, co mamy.

Foto: Yosh Ginsu