Czy Włochy są bezpieczne?

Nielegalni imigranci to temat, który był podgrzewany niczym stary kotlet przez ostatnie kilka lat. Postanowiłam sama dowiedzieć się prawdy – czy oni są naprawdę takim zagrożeniem? Co się zmieniło We Włoszech po ich przybyciu?

Zanim opiszę moje spostrzeżenia muszę powiedzieć otwarcie, że do całej sprawy miałam ambiwalentny stosunek. Z jednej strony porusza mnie ból i cierpienie ludzi niezależnie od płci, wieku, koloru skóry i wyznania. Z drugiej jest temat moich uprzedzeń – nie do konkretnych ras i wyznań, a do możliwości asymilacyjnych ludzi z tych grup społecznych. Nie należę do zwolenników bezkrytycznego otwierania granic dla wszystkich. Wychodzę z założenia, że trzeba do tego podchodzić ostrożnie (kontrole graniczne przecież nie istnieją bez powodu, prawda?). Jestem za tym, by uchodźcom pomagać, a przepływ emigrantów ekonomicznych kontrolować – tak dla jasności.

Pisząc o tym temacie nie będę rozdzielać ludzi przybyłych na imigrantów i uchodźców. Obie grupy z perspektywy kierunku migracji to imigranci – niezależnie, czy przybyli z powodów prześladowań, czy ekonomicznych. I  takiej terminologii będę się trzymać. Moje obserwacje dotyczą regionów – Campania, Lazio, Toscana i Veneto. Omówię je po kolei.

Campania

Moim zdaniem najpiękniejszy region we Włoszech, który niestety bardzo ucierpiał wizerunkowo na przybyciu imigrantów. Odkryłam tutaj coś bardzo smutnego – Włosi z tego terenu uciekają i porzucają swoje domy, a imigranci je przejmują. Ulice są brudne, zaśmiecone przez wywalane z koszy śmieci i rzucanie odpadów gdzie popadnie.

Pierwszego dnia w Marina di Varcaturo szokiem był dla mnie widok Afrykanina jadącego ciągnikiem. Potem już traktowałam to jako element codzienności. Nie czułam się zagrożona, bo imigranci nie zwracali uwagi na turystów i miejscowych. Więcej uwagi poświęcałam temu, by przeżyć, przechodząc przez ulicę (kto był w Campanii, ten zna włoski styl jazdy). Imigranci w wioskach zajmują się wszystkim, co zagwarantuje im przeżycie – poławianiem muszelek, rolnictwem, poborem opłat za plażę, pracą w hotelach.

Neapol to osobny temat. Wszędzie są imigranci, którzy stoją ze straganami i próbują nakłonić turystów do kupna pamiątek. Przenosząc to na polskie realia – idź na ryneczek i wysłuchuj kup pani te buty, są bardzo wygodne. Mniej więcej tak jest. Imigranci stoją i czekają, jeśli usiądziesz na chwilę, by odpocząć, nie podchodzą i nie nagabują. No dobra, nagabywana byłam tylko raz, w Galeria Umberto I – tutaj podchodzili i próbowali wcisnąć mi kijek do selfie. Pomimo dużej ilości imigrantów nadal jest bezpiecznie – ulice patrolowane są przez carabinieri (żandarmerię).

Imigranci Włochy Italia

Lazio

W małej mieścinie Fiuggi Terme nie spotkałam się z imigrantami. Może dlatego, że nie wypatrywałam ich na siłę? Jest to typowe włoskie miasteczko, które tętni życiem. Bardzo urokliwe i bezpieczne.

Imigranci Włochy Italia

W Rzymie już jest mniej przyjemnie, ponieważ zewsząd jest się nagabywanym przez imigrantów o kupienie kijków do selfie i innych pierdół. Metrem jechałam kilkukrotnie, ale nie spotkało mnie nic przykrego. Podobnie spacerując samotnie po Rzymie, z wyjątkiem jednego miejsca…

Najgorzej jest przy Koloseum

To stąd mam najbardziej przykre doświadczenia. Kiedy oddalasz się od partnera, by zrobić ładne zdjęcie Koloseum, a on idzie do toalety, dostajesz się w szpony gangu osób BARDZO czarnoskórych, którzy nie ograniczają się tylko do kup pani kijek do selfie. To już nie jest to. To już jest wyskakuj pani z kaski, albo kosa w żebra. Dwóch eskortuje Cię do pozostałych, czekającej w pobliżu. I widzisz nóż, i oddajesz to, co masz, starając się, by nie zauważyli, że masz więcej pieniędzy. Po wymuszonych 20 euro zostawiają cię w spokoju. W biały dzień, z 50 metrów od wejścia do Koloseum, na oczach innych turystów, którzy udają, że nie widzą tego, co się stało. A gdy przyjeżdżają carabinieri panowie chowają się po krzakach – i wychodzą, gdy carabinieri odjeżdżają, by łowić kolejnego samotnego turystę.

Poza tą grupką jest też kilku jaśniejszych pod względem karnacji Afrykanów. Oni krążą wśród turystów, próbując sprzedać im wodę butelkowaną i kijki do selfie. Nie są agresywni nawet, gdy wzburzona wcześniejszym doświadczeniem z grupą nieopodal, sama agresywnie odpyskowałam, że nie chcę żadnych kijków i spadać. W odpowiedzi napotkałam tylko zaskoczenie, ciche Relax i pan odszedł.

Imigranci Włochy Italia

Osobny temat to Watykan. Niby miejsce święte. Niby nieskalane imigrantami… do momentu wyjścia na plac św. Piotra. Tam znowu nagabywanie, ale to łagodniejsze – siedzisz na placu, a imigrant 10 razy robi rundkę dookoła z kijkami do selfie  ręce. I za każdym razem pyta się Ciebie, czy kupisz. Za każdym. Agresji i frustracji, że nie kupujesz jednak nie ma. Jest bezpiecznie.

Toscana i Veneto

Imigranci Włochy Italia

Tutaj trochę podobnie do Lazio. W Chianciano Terme i Stra jest spokój i imigrantów nie ma wcale lub jest ich mało. Nie rzucają się w oczy

W Wenecji i Florencji jest ich sporo, ale trzymają się swoich zajęć i poza nagabywaniem nie doświadczymy niczego przykrego. W większości mają swoje stragany i się ich trzymają. Nie podchodzą, by zaprosić Cię do swojego stoiska i nie są agresywni.

Imigranci Włochy Italia

Co łączy te wszystkie regiony?
Nie ma osób arabskiego pochodzenia wśród imigrantów

Wszędzie widziałam Afrykanów. Muzułmanie mają po prostu złą prasę. No dobra, dwójkę muzułmanów spotkałam na swojej drodze raz – w Marina di Varcaturo. Byli to normalni, uczciwie pracujący ludzie, którzy zajmowali się rozstawianiem leżaków i obsługą baru przy plaży. Pomimo tego, że powinni naliczyć 5 euro od osoby opłaty za korzystanie z plaży, puścili mnie i znajomych just for walk bez żadnych opłat (a zarobiliby 20 euro… Polak by nie przepuścił takiej okazji raczej). Byli ciekawi skąd jesteśmy i jak się nam tutaj podoba. Bardzo mili, kulturalni ludzie.

Jeśli jesteś w ruchu – idziesz ulicą, nie przysiadasz na ławkach, imigranci traktują cię jak miejscowych i nie zaczepiają

I wiedzą, że nie jesteś stąd, bo jesteś blada jak ściana, a Włoszki są opalone na złocisty brąz. Mimo to nie doświadczasz żadnych zaczepek. Jesteś po prostu przechodniem. Możesz mieć nawet krótką sukienkę i nadal nie uświadczysz żadnych prowokacji. W grupie z turystami to co innego – stajesz się potencjalnym kupcem, którego trzeba przekonać do zakupu. I dopiero jak jesteś w grupie zaczyna się nagabywanie.

Wojsko i carabinieri

Przed wejściem do kościołów kontrole bezpieczeństwa i prześwietlanie torebek. Na każdym rogu większych ulic, przy ważnych zabytkach i na placach wojsko i carabinieri. Wszystko to sprawia, że czujesz się bezpiecznie.

Stała czujność

jeśli tylko respektujesz zasadę trzymaj się razem i pilnuj torebki, nic złego Ci się nie stanie. Stałą czujność zachowujesz przy przechodzeniu przez ulicę, a pilnujesz torebki zawsze (nawet w Polsce), więc można powiedzieć, że zachowując standardowe formy ostrożności we Włoszech jest bezpiecznie.

Wycieczka do Włoch bardzo wywróciła moje poglądy

Paradoksalnie sprawiła, że po powrocie do kraju czuję się mniej bezpiecznie, niż tam, wśród emigrantów. Lepiej mi ze świadomością, że carabinieri czekają na rogu, niż z tym, że zobaczenie spacerującego ulicą policjanta to jak szukanie igły w stogu siana.

Drugi wniosek jest taki, że przez nagonkę mediów na imigrantów przestałam patrzeć na temat trzeźwo, a wyjazd zrewidował moje poglądy. Poddałam się panującej powszechnie niechęci do imigrantów, którą wykreowały u mnie media, negując dotychczasowe doświadczenia z osobami o odmiennym kolorze skóry. Zapomniałam już, że przez tyle lat uczył mnie Arab i nigdy nie doświadczyłam z jego strony żadnych nieprzyjemności. Wyparłam z pamięci współpracę projektową z Afrykaninem, który zawsze traktował mnie z szacunkiem i również był wobec mnie w porządku.

Spotykając na swojej drodze Arabów i Afrykanów żaden nie traktował mnie jako coś gorszego lub jako obiekt seksualny. Dla każdego z nich byłam przechodniem, uczniem, współpracownikiem, turystą – i nie dopisywali do tego nic więcej. Nikt nie dyskryminował mnie dlatego, że jestem biała, lub jestem kobietą. Respektowali moje prawa i traktowali jak równych sobie. W mediach kreuje się coś zupełnie innego.

Foto główne: Dylan Freedom