Dlaczego nie publikuję zdjęć klientek?

Publikowanie zdjęć klientek to częsty sposób wizażystów na promowanie ich usług. Ja jednak podchodzę do tego inaczej. Nie wrzucam zdjęć klientek na Instagram ani inne moje kanały. Dlaczego?

Postanowiłam poruszyć ten temat, ponieważ coraz częściej słyszę pytania tego typu:

Pięknie malujesz, dlaczego nie chwalisz się zdjęciami z Twojej pracy na Instagramie? Twój kanał jest nudny, gdy wrzucasz tylko siebie…

Może i kanał jest nudny, ale poruszanie się po branży beauty nauczyło mnie jednego – im mniej zdjęć klientek, tym mniej problemów. Konsekwencją rezygnacji z promowania się zdjęciami klientek są mniejsze zasięgi i jestem tego świadoma. W moim przypadku praca broni się sama, a system poleceń pocztą pantoflową działa świetnie. Tak, poza Instagramem też da się zdobywać klientki ;)

Mimo wszystko, by raz na zawsze uciąć spekulacje, podejmę się obszernego uzasadnienia mojej decyzji.

Papierkologia

Papierkologii nikt nie lubi. Ani wizażyści, ani ich klientki nie podchodzą do tego zbyt chętnie. Minęły już czasy, gdy na wizażystę podsuwającego klientce papierek do podpisania, na którym jest zgoda na publikację wizerunku, patrzono jak na wariata. Obie strony powinny być chronione i takie zgody są niezbędne – to nie ulega wątpliwości. Zgoda na publikację wizerunku ma jeden drobny minus, o którym mówi się mniej chętnie, a klientki korzystają z przysługującego im prawa:

Zgodę zawsze można wycofać

Wyobraź sobie – Jesteś wizażystką, zrobiłaś genialny makijaż. który wyłamuje się ze standardowych konwencji i rzuca świeże spojrzenie na temat makijażu. Od czasu wrzucenia kilku zdjęć Twój  grafik robi się coraz bardziej ciasny, bo klientki walą drzwiami i oknami, chcąc mieć podobny makijaż. Po jakimś czasie pisze do Ciebie niezadowolona klientka i żąda, żebyś usunęła zdjęcie, bo cofa zgodę na publikację wizerunku. I co teraz?

Zdjęcie musisz usunąć i nie podlega to dyskusji. Musisz jednak pamiętać, że usuwając zdjęcie, godzisz się jednocześnie na kilka rzeczy:

  • to, że napływ klientek się zmniejszy, bo zdjęcie nie przyciągnie już potencjalnych klientek chętnych na ten typ makijażu (bo przecież nie zobaczą czegoś, co zniknęło)
  • do czasu, aż umalujesz kolejną klientkę i wyrazi ona zgodę na publikację wizerunku ktoś może skopiować Twój pomysł i wypromować swoje usługi na nim
  • ludzie obserwujący Twój profil (a więc także stałe i potencjalne klientki) mogą odebrać to negatywnie, a hejterzy będą mieć okazję do tego, żeby się do Ciebie przyczepić – mogą zacząć snuć domysły, że jesteś konfliktowa, przegrałaś jakiś proces z niezadowoloną klientką albo jeszcze inne, bardziej kosmiczne teorie – brzmi absurdalnie, ale ludzie w internecie są różni, a słowo raz powiedziane głośno przez hejtera prowokuje do dalszych przemyśleń u tych, którzy przeczytają takie rewelacje

Jeśli zabezpieczacie się pisemną zgodą lub umową, że wizerunek klientki będzie widniał na Twoim Instagramie, naturalne jest także pisemne odwołanie wcześniejszej zgody. Tak więc najlepiej byłoby, by klientka podpisała kolejny papier, w którym cofa swoją zgodę. To z kolei wywołuje konieczność umówienia kolejnego spotkania.

Konflikty

Klientki mogą bez Twojej zgody wrzucać zdjęcia, które Ty opublikowałaś na swoim kanale (nie wydaje się to niczym złym, prawda? W końcu to darmowa reklama dla Ciebie). Ale mogą też… zacząć je przerabiać. I to już fajne nie jest, bo karykaturalne przeróbki (nadmierna zmiana rysów twarzy, powiększanie oczu, ust, przejaskrawienie kolorów itd.) stają się Twoją antyreklamą. Ponadto zdjęcia, które Ty zrobiłaś są chronione prawem autorskim, a przerabianie ich bez Twojej zgody to łamanie tego prawa.

Jeszcze gorzej, gdy trafi się klientka, która okaże się aspirującą wizażystką i wykorzystuje Twoje zdjęcia do promowania własnego profilu. Jeszcze gorzej, gdy na tym oficjalnie już zarabia. Brzmi kuriozalnie? Dla mnie też brzmiało, dopóki nie trafiłam osobiście na taki przypadek ;)

Nawet, gdy dojdziecie do porozumienia, to po wszystkim i tak pozostaje…

Niesmak

Ale to nie on stanowi tu największy problem. Konsekwencje walk z klientkami są bardzo poważne, bo godzą w Twój wizerunek. Dostajesz łatkę osoby konfliktowej i trudnej we współpracy. Poczta pantoflowa, która tak fajnie działa, gdy chodzi o polecanie Twoich usług, staje się Twoim wrogiem. Zapamiętaj:

Jedna zadowolona klientka, to jedna nowa klientka. Jedna niezadowolona klientka to dziesięć straconych klientek.

Ta zasada niestety ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nawet, jeśli to Ty miałaś rację w konflikcie, smród po tej sprawie będzie się ciągnął za Tobą jeszcze długo. I po co?

Najtrudniej pomalować… siebie

Klientki nigdy się nad tym nie zastanawiają, ale taka jest prawda. Wiele razy słyszałam: ja to się kompletnie nie umiem pomalować a ty machniesz parę razy pędzlem i zrobisz komuś piękny makijaż. No cóż… chyba jestem pierwszą wizażystką, która powie o tym głośno, ale pomalowanie kogoś jest bajecznie proste. Klientkę siedzącą na hokerze można obejrzeć z każdej strony i sprawdzić, czy makijaż jest symetryczny. Można zobaczyć, jak makijaż wygląda na otwartym, a jak na zamkniętym oku. Łatwiej też jest przeprowadzić poprawki.

Malując siebie mamy do dyspozycji tylko jedną perspektywę – własnych oczu. I wtedy zaczynają się schody, bo pomimo patrzenia na wprost, jest problem. Nawet mi się zdarza. Jestem wizażystką od kilku lat, a dopiero od roku potrafię sobie sama przykleić sztuczne rzęsy. Klientkom robię to w 10 minut max, a sobie… No mam problem, bo to wcale nie jest takie proste :D

Po co to wszystko mówię? Po to, byś była świadoma, że nie ma potrzeby wrzucania zdjęć klientek na profil, a grafik będzie pełny. A jeśli jesteś potencjalną klientką i widzisz, że wizażystka sama sobie potrafi zrobić świetny makijaż, to na Tobie zrobi go jeszcze lepiej.

Cykać czy nie cykać?

To, czy zrobisz zdjęcie klientce, zależy tylko od Ciebie. Pamiętaj, że zrobienie zdjęcia nie jest równoznaczne z jego publikacją. Ja uważam, że warto  zachować takie zdjęcie. Przyda się w przypadku ewentualnych nieporozumień i roszczeń z jej strony.

 

 

Foto: NeONBRAND