Duraline

Duraline – jedni go kochają, inni nienawidzą. Legendarny kosmetyk firmy Inglot, wokół którego narosło wiele mitów. Duraline to kultowa pozycja w kufrze. Czy aby na pewno?

Często podziwiam przepiękne makijaże z użyciem Duraline. Są spektakularne, nierzadko bardzo artystyczne, a wizażystki tak zachwalają Duraline, jak by był receptą na wszystkie problemy świata.

Chciałabym o Duraline myśleć podobnie

Naprawdę. Chciałabym poznać jego magię i zajedwabistość. Fajnie podziwiać cudze prace, ale co innego samemu takie tworzyć.

Nie jest mi to dane, bo….

Duraline mnie nie kocha

I to dosłownie. Może trafiła mi się jakaś trefna partia produktu, ale nie potrafię się z nim dogadać. A walczę z nim już drugi rok. Próbowałam stosować go na różne sposoby, te mniej popularne i te bardziej. Dziś napiszę o tych najczęściej stosowanych przez wizażystów.

Nie nadaje się do regeneracji eyelinera

W połączeniu z zaschniętym eyelinerem tworzy glutowate grudki, których nie idzie rozmieszać w żaden sposób. Nawet po godzinie merdania w słoiczku konsystencja jest grudkowata i nieprzyjemna. Zregenerowany w ten sposób kosmetyk również na oku nie prezentuje się dobrze. Jest tłusty, a grudki na tyle duże, że rzucają się w oczy. Zanim zaschnie, zdąży się kilka razy odbić jak stempel na nieruchomej części górnej powieki.

Nie radzi sobie z cieniami do powiek

Rozprowadza się koszmarnie i nierównomiernie. Wybija trochę kolor cieni, ale jednocześnie podkreśla wszystkie zmarszczki, wnikając głęboko w strukturę powieki. Zastyga powoli, bo jest dość tłusty. Przez to także produkt migruje po powiece, tworząc nieestetyczne smugi. Po zastygnięciu, w miejscu, gdzie jest go za dużo, tworzy nieprzyjemną skorupkę, a nie da się go nałożyć warstwą o jednolitej grubości.

Nie lubi się z pigmentami

W połączeniu z nim wyglądają jak chamski brokat. Nie ma przepięknego efektu iskrzenia, jak w przypadku bazy z MySecret. Zaletą jest fakt, że nie tłumią blasku i koloru pigmentów. Ale na tym zalety się kończą, bo wad jest więcej. O robieniu kresek za pomocą pigmentów można zapomnieć. Nie przyklejają się do powieki, przesuwają się po niej, przez wcześniej już wielokrotnie podkreślaną przeze mnie, tłustą konsystencję. Przez nią również swobodnie migrują po powiece, odbijając się, gdzie tylko się da.

Duraline do kosza

Albo w spadku dla kogoś, bo moja cierpliwość do tego kosmetyku już się wyczerpała. Raczej nie kupię go ponownie, zrażona powyższymi doświadczeniami. A porażek było zdecydowanie więcej… Może produkt, który trafił w moje ręce, pochodził z wadliwej partii, nie wiem. Szkoda mi już czasu i zmarnowanych kosmetyków na kolejne próby.