Jak przeżyć w przychodni i nie zwariować?

Wizyta w przychodni. Nadchodzi ten moment w życiu człowieka, że będzie musiał ją odbyć. Nieważne, czy młody, czy stary, każdy kiedyś zawitał do tego przybytku w celu podjęcia leczenia lub zdobycia zaświadczenia lekarskiego.

Dostać się do przychodni wcale nie jest łatwo

Najlepiej zarezerwuj sobie na rejestrację kilka przedpołudni – w końcu nikt nie przejmuje się, że pracujesz i nie masz nieograniczonego czasu na to, by spróbować dobić się do przychodni. Jeśli jesteś przeziębiony, leczenie przedłuży Ci się o te kilka dni, zanim uda Ci się zarejestrować. Jeśli to coś poważniejszego – masz przerąbane bo z systemem nie wygrasz. Bo rejestracja jest tylko telefonicznie, w określonych godzinach. I przez te 2 godziny, kiedy jest prowadzona, wiecznie jest zajęte, tak jakby ktoś celowo odłożył słuchawkę.

Po trzech dniach w końcu ktoś odebrał

Niemiły, zniecierpliwiony, damski głos, który interpretujesz jako wyrzut w stylu za jakie grzechy dzwonisz, nędzny robaku? zapisuje Cię na wizytę w określonym terminie, bez ustalenia z Tobą, czy wybrana data Ci odpowiada. Oczywiście nie na dzisiaj i nie na jutro, to by było zbyt piękne. Przyjdź pan w piątek – słyszysz i orientujesz się, że dziś jest poniedziałek, i na wizytę sobie poczekasz.

W dniu wizyty udajesz się do przychodni

Jeśli byłeś chory, czujesz się już lepiej i nie wiesz, czy dostaniesz upragnione zwolnienie lekarskie (przeżyłeś 5 dni, czując na sobie mordercze spojrzenia kolegów z pracy, którzy traktują Cię jak trędowatego, bojąc się złapać przeziębienie). Najprawdopodobniej zwolnienia nie dostaniesz, ponieważ utarło się, że przez weekend człowiek doznaje cudownego uzdrowienia i lekarz każe Ci przyjść ponownie w poniedziałek (lub w inny dzień, kiedy uda Ci się ponownie zarejestrować w przychodni) w celu kolejnego badania. A da Ci tylko leki na polepszenie Twojego stanu.

Idziesz do okienka, pani rzuca niedbale numerek, mając na twarzy wypisane wyraźnie Czego chcesz? Bierz i spadaj, nie mam czasu!. Łapiesz go zanim upadnie na ziemię i udajesz się pod wyznaczony gabinet.

Tam to dopiero się zaczyna armagedon. Można wyróżnić kilka grup społecznych, korzystających z publicznej opieki zdrowotnej. Oto one:

Dzieci

Najbardziej ożywiona grupa. Podczas gdy matki plotkują z koleżankami przez telefon – dzieci roznoszą poczekalnię. Biją się, wrzeszczą, płaczą, biegają, potykają się o nogi ludzi czekających w kolejce. Gdy zwróci się matce uwagę, by lepiej pilnowała dzieci i, że Brajanek poddusza Dżessikę, matka zamiast ratować dziewczynkę wydziera się, bo ktoś jej się ośmielił zwrócić uwagę. Dzieci są poza jakąkolwiek kontrolą i wszystko im wolno. Bo to tylko dzieci, ktoś starszy podpowie. Aha.

Dorośli w wieku >30

Najcichsza grupa. Siedzą grzecznie i czekają na swoją kolejkę. Zajęci smartfonami, książkami, rozmową przez telefon, ze wzrokiem utkwionym w podłodze. Starają się nie wychylać w obawie przed pozostałymi grupami społecznymi.

Ludzie w wieku 30-65

Najbardziej opanowana grupa. Siedzą grzecznie i czekają na swoją kolej, narzekając, że spóźnią się do pracy. Narzekają też na system, bo przecież oni są tacy zapracowani, że nie mają czasu na czekanie w poczekalni, szef ich zwolni, jeśli usłyszy, że dostali zwolnienie, więc modlą się gorliwie, by lekarz nie wpadł na taki pomysł.

Ludzie w wieku 65+

Najgłośniejsza grupa. Narzekają na pozostałe grupy i nie dbają o dyskrecję. Krytykują młodych za to, że cały czas siedzą w telefonach, średnich wiekiem za to, że nie znają starych czasów i  nie pamiętają jak wtedy było u lekarza, kobiety z dziećmi, bo co one wiedzą o dzieciach, jak mają ich tylko xxx (tutaj wpisać ile), kobiety w ciąży za to, że ciąża to nie choroba i powinny siedzieć cicho. Bardzo skrupulatnie odnotowują kto do lekarza wchodzi, a kto od niego wychodzi. Mają swój własny grafik wejść, bo dla nich liczy się, kto przyszedł pierwszy. Numerki, które dostali przy rejestracji się nie liczą, bo oni przyszli już o 6:00 rano, więc powinni wejść przed tymi, którzy przyszli o 7:00 (lekarz przyjmuje od 8:00). W razie naruszeń ICH kolejności reagują krzykiem, agresją, wymachiwaniem kulami, a czasami ktoś i od tej kuli przypadkowo oberwie. Już po 5 minutach przebywania w poczekalni znasz ich całą historię choroby. Po 15 wiesz, na co chorowali ich bliscy do trzeciego pokolenia wstecz. Po upłynięciu 30 minut wiesz także, na co chorują ich sąsiedzi i kto z ich klatki prowadzi niemoralny żywot.

Kobiety z dziećmi

Najbardziej agresywna grupa. Mają dzieci, więc im się należy pierwszeństwo (przyzwyczaiły się do tego w czasie ciąży). Poza tym dziecko jest małe, więc i wizyta krótsza będzie (w rzeczywistości trwa 2 razy dłużej, bo ryczące i protestujące dziecko wydłuża trwanie badania). One urodziły dzieci, więc wiedzą lepiej, że powinny być przyjęte poza kolejnością. Kobieta po Twojej prawej narzeka na to, że karetka nie chciała zabrać jej dziecka do szpitala po tym, jak pojawiła się mu wysypka na ręce. Złożyła już skargę u dyrektora szpitala na niekompetencję ratowników, ponieważ odmówili jej skoczenia do apteki po leki – ona sama nie może, bo dziecka nie ma z kim zostawić, a mąż wraca dopiero za 2 godziny z pracy, po nocce. A ona musi JUŻ ratować dziecko, bo mu ręka od tej wysypki odpadnie.

Kobiety z dziećmi w brzuchu

Najbardziej roszczeniowa grupa. Kobieta w ciąży jest najbardziej kapryśna i również uważa, że pierwszeństwo jej się należy. Poniekąd w kulturze przyjęło się, że kobiecie w ciąży się ustępuje. Oczywiście to nie kolejka w sklepie, gdzie musi stać i może się gorzej poczuć. Ale tak już się przyjęło, że u lekarza, gdzie wygodnie sobie siedzi, bo jej ktoś kulturalnie ustąpi miejsca, także jest przyjmowana poza kolejnością. Kobieta w ciąży jest agresywna, gdy ktoś jej wpuścić nie chce. Lepiej dla świętego spokoju ją przepuścić, chyba, że chcemy stać się bohaterami skandalu w gazecie Nie przepuścił ciężarnej u lekarza. Ofiara mówi, że groził jej śmiercią.

***

Co jakiś czas ktoś prosi kogoś o przepuszczenie

Ty, czyli żółtodziób, który nie korzysta z publicznej opieki zdrowotnej, godzisz się na to, bo nie wiesz, że jak wpuścisz przed siebie ledwo stojącą babinkę, która idzie tylko po odbiór recepty, poczekasz na swoją kolejkę kolejne 20 minut – babinka w tym czasie streści panu doktorowi historię swojego życia, ponarzeka na strzykanie w krzyżu, poprosi o kolejną receptę, zainscenizuje, że jej słabo, a lekarz przepisze jej Acard – jak każdej innej babince. Babinka od lekarza wyjdzie dziarskim krokiem, a Ty przez kolejne kilka dni będziesz rozkminiał jak to się stało, że doznała w gabinecie cudownego uzdrowienia.

Na razie jednak obserwujesz ten cały cyrk i nie wiesz, jak przeżyjesz w oczekiwaniu na swoją kolej. Jakaś matka położyła niemowlaka na krzesełku i zmienia mu bez krzty zażenowania pampersa, a pozostali muszą wąchać aromat, który tylko jej kojarzy się ze świeżo zebranymi z łąki fiołkami. Jakaś ciężarna leci do toalety, bo ten aromat fiołków wywołał u niej poranne nudności. Jakieś dziecko łapie zużytą pieluchę, którą matka odłożyła na bok i wywala jej zawartość na podłogę. Matka tego dziecka robi mu zdjęcie, dumna z tego, że chciało wyrzucić tę pieluchę do kosza (na pewno!).

W otoczeniu tej alpejskiej świeżości grupa <30 postanowiła zrezygnować z dzisiejszej wizyty i ewakuuje się do wyjścia. Inne kobiety krytykują matkę, bo nowa pielucha zapięta jest o 2 centymetry za luźno, według ich opinii. Grupa 30-65 dzielnie ignoruje fetorek, czekając na swoją kolej. Emeryci i renciści z rozrzewnieniem wspominają pieluchy tetrowe. To były czasy…

Koniec z końców następuje ten moment, że możesz skorzystać z dobrodziejstw współczesnej medycyny. Wchodzisz do gabinetu i oddajesz się w ręce specjalisty, a zapach fiołków pozostaje już tylko przykrym wspomnieniem.

 

 

Foto: rawpixel

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.