Kartka z dziennika górskiego turysty

Tym razem skupimy się na górach, ponieważ piszę do Ciebie spod samiuśkich Tatr. Ulokowałam się w Mekce polskiej turystyki – na skałce przy brzegu Morskiego Oka. I obserwując wnikliwie otoczenie, spróbuję opisać polskie zwyczaje w górach. Dziś kartka z dziennika górskiego turysty.

W czasie, gdy Wiesław bronił swojego parawanowego imperium, Zdzisław był prawdopodobnie w drodze do stolicy górskiej turystyki – Zakopanego. Prawdopodobnie – bo nie byłam w stanie stwierdzić tego osobiście, jednak stan opalenizny Zdzisława w dniu dzisiejszym wskazuje, że już jednak kilka dni w górach przebywa.

Zdzisław

Zdzisław, jak na głowę rodziny przystało, dumnie wietrzy sandały na skałce obok, a skarpetki jeszcze bardziej dumnie spoczywają na jego stopach. Uświadamiam sobie, że jednak skarpetki w sandałach, to nie jest żaden kolejny mit i karykatura Polaka, lecz rzeczywistość. Ale obserwuję dalej, co się wydarzy, próbując wyrzucić je z pamięci.

Genowefa

Zdzisław, lat 50, przyjechał w góry z Genowefą (niestety nie Pigwą). Genowefa, lat jeszcze 49, również posiada w swoim wyposażeniu sandały, nie są jednak tak bardzo zjawiskowe jak te Zdzisława, albowiem w przeciwieństwie do niego nie założyła skarpet. W tym momencie jednak przyznaję rację Zdzisławowi, bo Genowefa ma galopującą grzybicę stóp, co jest niezbyt atrakcyjnym widokiem.

Wojciech

Genowefie i Zdzisławowi towarzyszy ich latorośl – Wojciech, lat 27. Wojciech jest wyraźnie znudzony wyjazdem. Ze słuchawkami na uszach ignoruje świat zewnętrzny, a piękno tego wewnętrznego objawia mu się w ekranie smartfona, ponieważ nie odrywa od niego wzroku. Co tam góry, co tam lasy, jak na Twitchu z WOW-a lajwy…?

Zenobiusz

Spoglądam w drugą stronę. Już chyba tradycją staje się, że w mojej okolicy znajduje się jakaś rodzina z dzieckiem. W sumie to w tej chwili z dwoma, bo początkowo nie powiązałam wesoło moczącego w wodzie ręce Zenobiusza, 47 miesiączków, z jego rodzicami – w końcu znajdował się jakieś 10 metrów od nich i zbytnio nie zwracali na niego uwagi. Co tam sinice, to tylko dziecko.

Euzebiusz i Sandra

Matka obojga, Sandra, lat 21, oddana była cycusiowaniu tej młodszej latorośli, Euzebiusza, na oko jakieś 3 miesiączki. Karmienie piersią jest teraz modne, paczcie na moje wymiona i podziwiajcie piękną, matczyną miłość – to ma wypisane mniej więcej na twarzy. Świat dla niej nie istnieje – liczy się tylko dziecko.

Witold

Niestety ten błogi wyraz na twarzy chmurzy się od czasu do czasu, ponieważ to budowanie więzi z dzieckiem przerywane jest przez męża, Witolda, lat, 23. Witold, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, zapragnął zdobyć Orlą Perć. Ale nie sam, o nie, nie, nie…

On sobie zamarzył, by zdobyć ją całą rodziną. I to już jutro. Ofiarnie zaproponował, że będzie niósł Euzebiusza oraz wszystkie inne klamoty, a Sandra skupi się tylko na pilnowaniu Zenobiusza. Sandrze jednak wybitnie to nie pasuje, ale zgadza się w imię wielkiej miłości i pokazania świata dzieciom. Przecież Euzebiusz na pewno na starość z rozrzewnieniem będzie wspominał oszałamiający widok z Koziego Wierchu, który zdobył z rodzicami w wieku 3 miesięcy. Na pewno.

Wielokulturowość

Co jakiś czas mijają mnie turyści – w klapkach, bez klapek, z kijkami i reklamówką, bez reklamówki, bez kijków, w szpilkach, na boso, w sukienkach, w hawajskich koszulach, w pełnym makijażu, w dżinsach, w zestawie sandały + skarpetki, w habitach, w koloratkach, w rurkach, w mini, w kombinezonach…

Głowa mała…

Jednocześnie zastanawiają się na głos…:

  • czy zdążą jeszcze skoczyć na Gubałówkę, gdy wrócą z Czarnego Stawu (jest godzina 16:00)
  • czy uda im się zdobyć Rysy do 18:00
  • czy jak zejdą, zaprzęgi będą na nich czekały
  • kiedy pojadą ci hałaśliwi lokatorzy z pokoju obok
  • czy ona do mnie jeszcze wróci
  • czy on do mnie jeszcze wróci
  • czy sklepy będą w niedzielę zamknięte
  • co kupić na śniadanie
  • czy da się zobaczyć Orlą Perć, Giewont, Gubałówkę, Kasprowy Wierch i Jaskinię Mroźną w jeden dzień.

Uznałam, że to dla mnie za dużo i postanowiłam opuścić tę Mekkę polskiej turystyki górskiej.

 

 

Foto: Andrew Ly