Kartka z dziennika pilota wycieczki objazdowej

Przez 9 dni obserwowałam pracę pilota wycieczki objazdowej. Z boku. Dziś w Twoje ręce oddaję zapis co ciekawszych spostrzeżeń. Oto kartka z dziennika pilota wycieczki objazdowej, pisana z jego perspektywy.

Ale najpierw krótka charakterystyka uczestników ;)

Geriatryki

Ostatnia wycieczka w sezonie spotkała się ze sporym zainteresowaniem osób w wieku 60+. Są co prawda jakieś dwa żółtodzioby koło trzydziestki, ale reszta zdecydowanie  jest już raczej w wieku okołoemerytalnym. Same geriatryki, a w planie wycieczki Watykan, zastrzelcie mnie…

Ci z synem

No dobra, może nie sami geriatryki. Widzę parę z synem. Oni koło pięćdziesiątki, syn około 30 jak tamte żółtodzioby. Syn wydaje się całkowicie uzależniony od rodziców. Jego egzystencja sprowadza się do noszenia czapeczki, skupiania uwagi na telefonie i wykonywania od czasu do czasu poleceń rodziców. Matka od czasu do czasu zdejmuje i zakłada mu czapeczkę, bo ta czynność zdecydowanie go przerasta.

Ojciec, typowy Janusz, patrzy na wszystkich spod byka. Wygląda na emerytowanego wojskowego, który zabrał rodzinę na ten jedyny i największy w życiu wyjazd. Chce pokazać somsiadom, że też był za granico. I pokaże, jak wróci.

Ona, typowa szara mysz. Jej uroda dawno przeminęła, o ile kiedykolwiek była atrakcyjna. Twarz ma zmęczoną i wykazuje całkowite podporządkowanie mężowi. Zero własnej woli. Zachowuje się trochę jak robot, zaprogramowany na przemieszczanie się za mężem.

Nie czytali tego, co podpisują. więc w trakcie kolacji wyszło, że spożywają obiadokolację, której sobie nie wykupili dodatkowo. Pech.

Kobieta-problem

Przyjechała sama, ma już koło 60, więc kwalifikuje się do geriatryków. Wzięła na wyjazd smartfona, którego obsługa ją przerasta. W ciągu całego wyjazdu jej telefon: przestał robić zdjęcia, robił niewyraźne zdjęcia, nie łączył się z internetem, nie dogadywał się z WhatsAppem, gdy chciała połączyć się z synem, nie umiał robić wideokonferencji, miał za mało pamięci, przez co musiała usuwać zdjęcia, ale oczywiście tego też nie umiała, więc szukała kogoś, kto zrobi to za nią.

Para o zagadkowym statusie związku

On koło pięćdziesiątki, ona koło 35 lat. Podobno mają syna, który jest już dorosły. Ona ma obrączkę, on jej nie nosi. Na pierwszy rzut oka wyglądają dość stereotypowo – ona solara z tipsami, on podstarzały adorator, który zostawił żonę w domu i zabrał kochankę na wycieczkę. Rzeczywistość jest jednak zaskakująca i zgoła inna. Sympatyczna, dość interesująca para.

Piłsudski

Nazwany tak z powodu wąsów, które posiada. Sprawia wrażenie, jakby nie do końca wiedział, co się dookoła dzieje. Nie wyróżnia się niczym szczególnym poza wąsami.

Czerwone rureczki

Facet po 60-tce, który ledwo chodzi, ledwo mówi i ledwo ogarnia, co się dookoła niego dzieje, ale szpanuje czerwonymi ciuchami. Rurkami też. Chodzi zgarbiony, zdominowany wpływami swojej żony – bardzo pozytywnej kobitki przy kości.

Fotograf

Przyjechał sam, bo podobno żona boi się latać. Przez cały wyjazd zachowuje się, jakby przeżywał drugą młodość. Najbardziej bawią go dwuznaczne żarty. Jest w wieku ok. 70 lat, ale wiek mu nie straszny. W końcu przyjechał się zabawić! I musi zrobić zdjęcie wszystkiemu i wszędzie!

Ta z matką

Tak w zasadzie to jest ich czworo, ale to wychodzi dopiero w trakcie wycieczki. Ona jest z tych modnych kobiet w średnim wieku, które dbają o siebie przesadnie i odmładzają się na siłę. Przyjechała z mężem, który snuje się gdzieś w tle i z córką, lat ok. 30, która również prawie dla niej nie istnieje. Bo ona chodzi cały czas pod rękę ze swoją matką.

Matka ledwo ogarnia, że coś się dzieje dookoła. Potrafi tylko iść do przodu i zatrzymać się, gdy wycieczka tego wymaga. Ma groźne spojrzenie i nic się nie odzywa. Wygląda, jakby pojechała na tą wycieczkę za karę i modliła się tylko o powrót do domu, Jej córka jednak tego nie widzi, zaaferowana wycieczką.

Reszta

Reszta uczestników nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot, zwykłe geriatryki.

***

Watykański koszmar

Podczas zwiedzania Watykanu geriatryki nie mogły dostać się do miejsca spoczynku Jana Pawła II. I rozpętała się wojna. Nieważne, że obecny papież się w tym miejscu będzie przygotowywał do mszy – oni muszą wejść i zobaczyć grób JP II. Co tam ochrona, ONI MUSZĄ.

Udało mi się ich przebłagać, załatwiając bilety na mszę dzień później. Tą, którą miał odprawiać papież. Para żółtodziobów wolała pozwiedzać Rzym na własną rękę, zamiast się modlić. Ich wybór, dwie osoby mniej do pilnowania.

Geriatryki łyknęły przynętę. Gdy papież przejeżdżał koło nich były w takiej ekstazie, że zapomniały już o tym, że nie widziały grobu papieża-Polaka. To nieważne. Widziały obecnego papieża i to się liczy!

Afera oliwna

Jedna geriatryczka co rusz rzuca się, że nie ma kiedy iść do sklepu lub tego sklepu w miejscowości noclegowej nie ma. A ona musi kupić oliwę z oliwek. Najlepszej jakości! Teraz zaraz! Bo później nie będzie miała gdzie i kiedy, a chce oryginalną, włoską! Czy ona nie wpadła na to, że na poszukiwanie oliwy ma też czas wtedy, gdy kończymy zwiedzanie i daję wszystkim 1-2h czasu wolnego?

Słabe pęcherze

Rozumiem dzieci, ale dorośli? Owszem, w przypadku panów prostata już nie taka jak kiedyś, ale… No żeby latać do toalety kilkanaście razy dziennie? Wycieczka bardziej zaczyna przypominać zwiedzanie toalet niż zwiedzanie zabytków. Wsiadamy do autokaru, jedziemy. Wysiadamy i idziemy na metro. Siku. Dojeżdżamy metrem do celu. Siku. Idziemy zwiedzać. Siku. Po zakończeniu zwiedzania siku. Potem czas wolny – czy oni wtedy nie sikają? A po czasie wolnym idziemy na metro i znowu siku. Po wyjściu z metra siku. Po powrocie do hotelu siku. I tak to się kręci…

Spiski i rewolucje

Ta od oliwy podburza resztę wycieczki przeciwko mnie. Wie, że ja wiem. Myśli, że zdobyła jakichś sojuszników, ale pokrzyżuję jej szyki. Jest przekonana, że z mężem i z tymi żółtodziobami są represjonowani – ona za zakupoholizm a żółtodzioby za samowolne zwiedzanie Rzymu. Według niej to dlatego oni i żółtodzioby są sami na piętrze w pokojach. Niech sobie myśli tak dalej. Jutro pokrzyżuję jej szyki i żółtodzioby umieszczę w innym hotelu BUHAHAHA!

Twarda bułka do zgryzienia

Kocham Włochy, ale nie rozumiem dawania nam pieczywa na kolację. Gdy po raz kolejny jest nie ruszone, coś powinno im w końcu zatrybić. Dlaczego nie możemy dostać świeżego pieczywa na śniadanie, tylko zawsze dają nam wyschnięte od dnia poprzedniego? Te dzisiejsze bułki chyba pamiętają Monte Cassino, można je odbijać od ściany… Dobrze, że to już ostatnia wycieczka w tym roku…

 

 

Foto: Annie Spratt