Kartka z dziennika wieloryba

Kartka z dziennika wieloryba… Pewnie spodziewasz się relacji z serca oceanu? Niestety nie tym razem. Nie uratujemy wielorybów tym wpisem, a ja nie wybrałam się poza granicę kraju. No i nie o wielorybach ten tekst. No dobra, o wielorybach, ale nie takich, jak myślisz.

Nadchodzi ten smutny moment w życiu kobiety, że uświadamia sobie, że jest wielorybem

Tego odkrycia dokonuje całkowitym przypadkiem i to w dwóch następujących po sobie krokach:

1. Sukienka w rozmiarze 38, kupiona 2 miesiące temu, nie chce się dopiąć, a impreza jest za 5 dni
2. Orientuje się na basenie, że uwaliła się jak inne wieloryby w jacuzzi zamiast machać długości basenu i leży już tak 2h

Tak, dzisiaj będzie o wielorybach

I nie mam tu na myśli królów oceanu. Wybrałam się na termy i odkryłam powyższego odkrycia. I spieszę do Ciebie z kolejną relacją.

Marżolena i Maurycy – poprzednie doświadczenia

Weszłam do tego przybytku. Zakupiłam bilet na calutkie 3h, żądna obiecanego na reklamach relaksu. Starałam się wyrzucić z pamięci traumę po ostatniej wizycie na zwykłym basenie (naiwnie tłumaczyłam sobie, że termy to nie taki zwykły basen i żadna Marżolena nie wparuje pod DAMSKI natrysk z ukochanym synkiem, Maurycym, lat (na oko) 14, i nie zacznie go myć). Przebrałam się i udałam do natrysków. Odetchnęłam z ulgą – same kobiety. Uff… Chyba będzie normalnie…

Dzieci

Jak się okazało, moja radość była przedwczesna. O ile udało mi się uniknąć spotkań z żądnymi krwi madkami, o tyle ucieczka przed dziećmi okazała się niemożliwa (nawet pomimo tego, że miały do dyspozycji cały basen ze zjeżdżalniami dla siebie). Były wszędzie – nawet w jacuzzi i basenie dla pływaków. Ucieszona, że się rozpadało, postanowiłam pokręcić się trochę po zatoczce z jednokierunkowym prądem. Na pewno nikogo tam nie będzie, ludzie przecież uciekają od deszczu, tym bardziej, że w oddali zagrzmiało i szykuje się burza….

Brajan

Czasem lubię sobie tak podryfować w kółko. Tym razem jednak przyjemności nie było. Zamiast tego oberwałam w twarz prosto z giry jakiegoś Brajanusza, na oko lat 7, który miał w głębokim poważaniu dryfujących sobie jak ja ludzi, bo przecież z drogi śledzie, bo król jedzie. Tak, na chama wciskał się między ludzi, kopiąc ich i uderzając po plecach, przepychając się do przodu. Brajanusz był ochoczo dopingowany przez rodziców, zachwyconych, że ich synek tak świetnie pływa. Zanim zdążyłam się odezwać porwał mnie tłum wraz z prądem, pech…

Próby spalenia tłuszczyku

Zniechęcona przygodami w zatoczce, przeniosłam się do basenu typowo pływackiego, jednak było mi na tyle zimno, a on był na tyle oblegany, że po przepłynięciu kilku długości spasowałam. Łudząc się, że na dworze nikogo już nie będzie (lało już solidnie), przeszłam do jacuzzi. Niestety, miejsca na zewnątrz były okupowane przez kobiety w ostatniej fazie pełnego rozkwitu kobiecości. Ich czas jeszcze nie nadszedł. Nadal są piękne, w miarę szczupłe, zupełnie inne niż…

No właśnie. I tutaj dochodzimy do tej drugiej grupy, pławiącej się w jacuzzi w środku budynku.

Geriatryki

Usadowiłam się pomiędzy tymi osobnikami nieświadoma faktu, że za jakiś czas spłynie na mnie olśnienie. I w końcu nadeszło. Jestem wśród wielorybów. Gatunek wysoce geriatryczny, skupiony na tym, by leżeć we wodzie plackiem cały dzień i przewracać się od czasu do czasu z boku na bok, gdy bąbelki za mocno wbijają się w tłuszczyk.

Tak oto dotarło do mnie, że… coś tu jest nie tak.

Że nie ma tu żadnych młodych. Że leżę tu 2h, Że miałam ambitnie ćwiczyć. Że przynajmniej 5 geriatryków kręci się w pobliżu i czyhają jak sępy na to, aż postanowię gdzieś iść. Że co ja tu w ogóle robię? I dlaczego jest ich tutaj cały autokar?

Zaprawdę powiadam Ci, nie ma lepszego motywatora do ruszenia zadka, niż zorientowanie się, że zachowujesz się jak geriatryki, których jest podejrzanie dużo w Twoim otoczeniu.

Problem w tym, że w chwili, gdy spłynęło na mnie olśnienie, pojawił się…

ON

Wysoki, napakowany, czarnoskóry, z dwójką czarnoskórych dzieci i żoną – czystą słowianką. I oto stała się rzecz niebywała. Zapadła całkowita cisza, a wszystkie głowy obróciły się w stronę przybysza. Zaczęły się szepty, komentowanie proporcji białego do czarnego, i teorie, jak się poznali. Bo przecież ludzie odmiennych ras ot tak nie mogą się poznać, na pewno miało to jakieś drugie dno. No na pewno, tabletka gwałtu i szprycowanie narkotykami… I następnie kulminacja – geriatryki zmieniły lokalizację, gdy nowo przybyły wszedł do wody. Ach, ta piękna, tolerancyjna Polska…

Cud nad termami

Geriatryki przestały walczyć o miejsce w jacuzzi. Nagle stało się to mniej ważne, w obliczu tej odmienności, do której istnienia nie przywykli, a za sprawą której postanowili się zjednoczyć. Solidarnie opuścili basen, bawiąc się jeszcze w uprzejmości pokroju:

– Somsiedzie, niech somsiad teraz skorzysta, już skończyłem…
– Nie trzeba, zapomniałem wyłączyć żelazka i muszę już lecieć…

Czarnoskóry pan nic sobie nie robił z reakcji otoczenia i spokojnie bawił w tym czasie dzieci. Pewnie już przywykł do tej polskiej uprzejmości…

Spalanie tłuszczyku – drugie podejście

Kolejna próba zdobycia pozycji w basenie dla pływaków zakończyła się niepowodzeniem, a na zewnątrz zaroiło się od geriatryków, którzy zaczęli misję: wygryzanie młodych z jacuzzi. Pokręciłam się tam trochę, w końcu położyłam się w miejscu, gdzie nie było bąbelków, ale woda przykrywała trochę ciało. Nagle czuję, że ktoś dotyka mnie w ramię.

Pani tu wejdzie, mi się już czas kończy. No chodź, pani, bo się ktoś wepchnie – na oko kobitka lat 50 plus, z sympatycznym uśmiechem. Podziękowałam, gdy ustąpiła mi miejsca.

Ludzie to chamy. O, ten facet, to od samego rana siedzi. Parę osób go pytało, nawet jakaś pani z dzieckiem, czy by ustąpił miejsca, a on nic, nie ustąpi, dziad jeden. O, a tamten przyszedł godzinę temu, i się stąd nie rusza.

Zrobiło mi się głupio, że wcześniej tyle czasu leżałam w jacuzzi.

Ludzie myślą, że złapią miejsce i mają je na własność. Nie myślą o tym, że inni płacą tak samo i też chcieliby skorzystać z jacuzzi.

Cóż, miała kobieta rację. Zawsze tak jest. Walka o jacuzzi, o kolejkę u lekarza, o miejsce w autobusie… Na każdym kroku, o ten strzępek komfortu, przykryty roszczeniem, że płacę, to wymagam i mi się należy. Inni się nie liczą, mogli przecież zapłacić za więcej czasu i też by im się należało – Oczywiście, jeśli by zaklepali swoje miejsce, bo przeciętny Polak jak już się rozsiądzie, to będzie siedział do końca. I nie ma znaczenia, czy geriatryk, czy młody. Każdy postępuje tak samo…

 

 

Foto: MemoryCatcher