Kindle – czy zastępuje książki tradycyjne?

Zanim dotknęłam Kindle byłam święcie przekonana, że nic nie zastąpi papierowej książki. Jestem pewna, że kiedyś czytniki wygryzą tradycyjne książki, ale to jeszcze nie ten moment.

Moja niechęć do czytników była tak głęboka, że dzielnie broniłam się przez wiele lat. Wyszło Kindle 1, potem Kindle 2, następnie Kindle DX, Kindle 3, Kindle 4, Kindle Touch, Kindle Fire i… Kindle Paperwhite. Pozostawałam niewzruszona do momentu premiery Kindle Paperwhite, ale… to nie on stał się moim ulubieńcem.

W moje ręce wpadł Kindle 3

Przypadkiem. Będąc w Toruniu koleżanka wcisnęła mi w łapki…

M: Nowy Wiesiek wyszedł, przeczytaj.
J: Nie chcę. To nie papier. Nic nie zastąpi papierowej książki.
M: Nie zastąpi, ale… No masz, spróbuj…
J: Nie chcę…
M: Ale ci się spodoba, zobaczysz!
J: No dobra…

Zgodziłam się dla świętego spokoju

Odpaliłam i… przepadłam. W czasie, gdy dziewczyny rozmawiały, mnie nie było dla świata. Bite 4 dni. Brałam go nawet w miejsce, gdzie najlepiej się myśli, bo nie mogłam się odkleić. Przepadłam.

Pierwsze, co zrobiłam, jak wróciłam z Torunia, to odpaliłam kompa i zamówiłam Kindle. Ale nie wzięłam wersji 3. Nie wzięłam też Paperwhite, bo na taką rewolucję nie byłam gotowa. W moim koszyku wylądował Kindle 4.

Tak więc mój związek z Kindle trwa już okrągłe 5 lat

W międzyczasie wędrował także po rodzinie, bo wśród niej znalazł także swoich miłośników. Czasami śmiałam się, że Amazon powinien płacić mi za reklamę, bo większość osób, którym dałam do ręki Kindle, kupowała je także dla siebie. To świadczy tylko o jednym – Kindle naprawdę jest dobre.

Minęło 5 lat, a czytnik nadal jest jak nowy. Wyświetlacz się nie rozlał i działa bez zarzutu. Nic się nie zacina. Bateria trzyma tyle samo, ile wcześniej (na jednym ładowaniu 2 tygodnie). Kabel do ładowania nadal jest śnieżnobiały.

Czy Kindle zastępuje papierowe książki?

Odpowiedź jest jedna – NIE i nigdy nie zastąpi. Papier to papier, z tym żaden czytnik nie wygra. Książce nie skończy się na przykład bateria (zdarzało się, że padła w najmniej oczekiwanym momencie – gdy utonęłam w powieści).

Kindle jest jednak wspaniałym rozwiązaniem, które sprawdzi się w podróży. Ma też bardzo realistyczny wyświetlacz – ma się wrażenie, że to jest naprawdę kartka papieru, a nie szybka.

No i potrafi uporządkować biblioteczkę. Bo widzisz… Są książki, do których wrócisz i nie raz jeszcze je przeczytasz. A są takie, które kupiłeś pod wpływem chwili, nieprzemyślane. Lub takie, które miały być WOW, a okazały się denne. Są też książki dobre, ale tylko na raz.

Takie książki zalegają na półce i kurzą się niemiłosiernie. Przez nie nie masz miejsca na nowe książki. Jeśli przeprowadzasz się z domku jednorodzinnego do małego mieszkania w mieście, znasz ten ból – ciężko wygospodarować miejsce dla książek, gdy ledwo mieścisz się z innymi gratami. I właśnie tutaj przychodzi z pomocą Kindle.

Moje porządki – jak wygląda organizacja biblioteki z Kindle?

Sama miałam ten problem. Do tej pory Kindle służyło mi jako czytnik podróżny. Postanowiłam jednak wykorzystać go także jako bibliotekę. Pewnego pięknego dnia usiadłam przed wszystkimi książkami i podjęłam decyzję – z niektórymi książkami trzeba będzie się rozstać.

Bolało, ale…

Podzieliłam cały księgozbiór na kategorie:

  • Kocham i nie wyobrażam sobie bez nich życia
  • Lubię i być może kiedyś do nich wrócę
  • Dostałam
  • Rozczarowały
  • Dobre na raz

I dokonałam bolesnego wyboru.

Zostawiłam:

  • Kocham i nie wyobrażam sobie bez nich życia
  • Dostałam

Na Kindle trafiły:

  • Lubię i być może kiedyś do nich wrócę

Sprzedałam:

  • Rozczarowały
  • Dobre na raz

Wnioski:

Najwięcej książek miałam tych, które lubię i być może kiedyś do nich wrócę, tych dobrych na raz i tych, które rozczarowały. Z dwóch regałów książek zostały mi… 3 półki. Miażdżąca ilość trafiła na Kindle. Papier sprzedałam, wersje elektroniczne kupiłam.

Powiesz: No dobra, ale jaki jest sens kupować książki, które sprzedałaś?

Książki papierowe były w tak dobrym stanie, że mogłam sprzedać je w cenie, która pokryła koszt wersji elektronicznej. Skoro nie wykluczam, że do nich wrócę, a ich wersja papierowa sprawiała, że nie mogłam się pomieścić, po co było je trzymać na półce?

Powiesz: No dobra, a co, jeśli będziesz chciała nową książkę?

Odkąd zrobiłam porządki staram się robić przemyślane zakupy. Zanim kupię zawsze szukam możliwości przeczytania jej za darmo – w bibliotece. Jeśli jest, to po przeczytaniu albo kupuję papierową, albo oceniam, czy warto kupić ją na Kindle. Albo nie kupuję,  bo mi nie podpasowała ;)

Jeśli nie ma jej nigdzie, staram się dowiedzieć o niej jak najwięcej – szukam informacji na LubimyCzytać, patrzę po cytatach, żeby móc ocenić styl pisania autora. Jeśli wydaje się fajna lub widzę potencjał, kupuję.

Ale przecież zawsze możesz od kogoś pożyczyć…

No niby mogę, ale… no właśnie. Sama książek nie pożyczam, bo wracały do mnie w różnym stanie. Czasami upalcowane, poplamione, popisane długopisem, innym razem ołówkiem (po starciu gumką zostały ślady na zawsze), zdarzało się także, że miały pozaginane rogi lub… wylatujące strony, bo ktoś wpadł na wspaniały pomysł, by złożyć je do tyłu i tak sobie czytać – skutkowało to przełamaniem książki i odklejaniem się kartek (szczególnie dokuczliwe przy grubych książkach).

W trosce o stan mojego księgozbioru przestałam pożyczać książki – i działa to w obie strony, niezależnie od tego, jak blisko z kimś jestem. Nie pożyczam także od kogoś, w trosce o stan jego księgozbioru – staram się nie jeść i nie pić w trakcie czytania książek, ale boję się przypadkowego uszkodzenia czyjejś książki. Dlatego nie pożyczam.

I jest jeszcze jeden powód, dla którego już nie pożyczam książek i większość nich przechowuję na Kindle.

Nikt tego nie powie, ale…

Kindle rozwiązuje odwieczny problem ludzi przewrażliwionych na punkcie tego, czy książki do nich wrócą. Książka w stosunku do czytnika kosztuje grosze. Co za tym idzie – ponieważ książki są względnie tanie, to się je chętnie pożycza. Czytnika za to już się tak chętnie nie pożyczy, bo cenowo to prawie tak, jakby pożyczyć komuś smartfona. Gdy ktoś nie odda książki, człowiek się wkurzy i już nic nigdy tej osobie nie pożyczy. Gdy ktoś nie odda mu czytnika lub go uszkodzi… rozpęta się burza i nawet znajomość się może zakończyć, jeśli winowajca nie będzie chciał pokryć szkody.

Czytnik jest więc doskonałym argumentem dla tych, którzy nie lubią pożyczać książek przez złe doświadczenia z tym związane – nie mam w formie papierowej, więc nie mogę Ci pożyczyć. Proste. I jakie skuteczne.

Do czego jeszcze można wykorzystać czytnik?

Niektórzy trzymają na nim przepisy kulinarne. Osobiście trzymam jeszcze opowiadania, głównie FanFiction. Też się spisuje.

Jeśli jesteś antykindle – idź do sklepu. Pomacaj. Popatrz na wyświetlacz. Dopiero potem oceń. Nie oceniaj w ciemno ;)

 

 

Foto: Nemichandra Hombannavar