La Roche-Posay – dlaczego już nie polecam?

Mówi się, że mądry Polak po szkodzie i coś w tym chyba jest. La Roche-Posay towarzyszyło mi przez pół roku i krótkofalowo pomogło mi opanować problemy z cerą. Dlaczego tylko krótkofalowo?

Krótka historia przygód z La Roche-Posay

Wszystko zaczęło się od problemów z cerą na początku roku. O kosmetykach tych przeczytałam na blogu Ziemioliny. Początkowo bardzo dobrze spisywały się w swojej roli. Opanowały niekontrolowany wysyp na mojej twarzy i zlikwidowały odwodnienie skóry.

Działanie

Łojotok się uspokoił, bo stosowanie mechanizmu nawilżanie i złuszczanie za pomocą kosmetyków La Roche-Posay działało doskonale. Zmarszczki, które powstały z powodu odwodnienia w kącikach ust, zniknęły. Wypryski przestały wyskakiwać jak szalone. Do początku sierpnia miałam spokój z wszelkimi problemami z cerą.

Aż znowu się zaczęło. Początkowo niewinnie, 1-2 nieprzyjaciół w tygodniu na twarzy (do 2018 roku miałam nieskazitelną cerę bez żadnych wyprysków). Głębokich, podskórnych, którzy goili się bardzo długo – i to w miejscach, gdzie moja cera była sucha, co było dla mnie jeszcze dziwniejsze. Na partiach tłustych zaczęłam zauważać silniejszy łojotok. Powróciły pojedyncze małe wypryski i łuszczenie się skóry na nosie.

W tym czasie podjęłam dwie akcje:

  • Odstawiłam kosmetyki La Roche-Posay z wyjątkiem Kerium i zastąpiłam je produktami z lepszym składem
  • Zerknęłam do składów kosmetyków La Roche-Posay
Skład

I tu się zaczynają rewelacje. O ile La Roche-Posay ma wody termalne w porządku, o tyle reszta produktów nadaje się do kosza. Kosmetyki La Roche-Posay przeładowane są silikonami, alkoholem i mikroplastikiem. Już sama obecność alkoholu jest alarmująca, bo w przypadku toniku producent wrzucił go już na drugie miejsce w składzie. Czyli woda z alkoholem. Alkohol to najgorsze, co można zrobić swojej cerze, ponieważ rozregulowuje pracę gruczołów łojowych, a to prowadzi do nasilenia łojotoku i trądziku. Głupia byłam jak but. Mówiłam, mądry Polak po szkodzie. Trzeba było czytać składy przed zakupem.

Cena

Jak za wodę z alkoholem, czy też wodę z gliceryną (w zależności od kosmetyku), niesamowicie wygórowana. Kosmetyki te do tanich nie należą. Kupując te kosmetyki to tak jak byś płaciła za pogłębienie swoich problemów ze skórą, a potem jeszcze dodatkowo dopłacała za leczenie dermatologiczne, gdy kosmetyki te rozwalą Ci kompletnie pracę gruczołów łojowych, maskując to umiejętnie tak, byś tego nie zauważyła. Nie złap się na to. Po początkowym polepszeniu stanu cery nastąpi armagedon. Nie chcesz tego.

 

Czy moja cera wygląda teraz idealnie? Zdecydowanie nie. Po przesiadce na kosmetyki bardziej naturalne dalej próbuję ją doprowadzić do porządku po tym, co zrobiły mi z nią kosmetyki La Roche-Posay. Nadal walczę z wypryskami, które siedzą głęboko w skórze i nie chcą zniknąć. Jedyne, co mi się uspokoiło, to łojotok. Zauważyłam nieznaczne zmniejszenie go, chociaż tutaj również walczę z malutkimi wypryskami, które od czasu do czasu się pojawiają. Niestety nie znalazłam zamiennika Kerium DS, przez co wydłuży się mój proces leczenia. Proszę, nie popełniaj moich błędów i czytaj składy kosmetyków przed zakupem.