Ludzie kontra kasy samoobsługowe

Kasy samoobsługowe są dostępne w Polsce już od dawna. Teoretycznie ludzie powinni się już do nich przyzwyczaić, a tradycyjne kasy zniknąć. Jak jest? Natchniona dzisiejszymi zakupami w hipermarkecie chciałabym się podzielić moimi obserwacjami.

Założeniem wielkich sieci handlowych był prawdopodobniej zysk płynący z zastąpienia kasjerów kasami samoobsługowymi. Redukcja zatrudnienia w połączeniu z automatyzacją miała przyczynić się do większych oszczędności i przyspieszyć obsługę klientów.

Początki były trudne

Ludzie nie przyjęli wdrożonych rozwiązań z entuzjazmem, jednak stopniowo zaczęli się do nich przyzwyczajać. Dziś już nikogo nie dziwi kolejka do kas samoobsługowych, a wcześniej kasy te nie cieszyły się sympatią – co ma uzasadnienie, ponieważ pierwsze egzemplarze kas były awaryjne.

W związku z pojawieniem się kas samoobsługowych ludzie nieświadomie podzielili się na trzy segmenty klientów.

Pierwszy obóz

Stanowią miłośnicy kas tradycyjnych. Najczęściej to ludzie w podeszłym wieku, którzy nie za bardzo nadążają za szybkim postępem technologicznym. Oprócz tego rodziny i rodzice z dziećmi – łatwiej im chyba upilnować dzieci, gdy kasjerka kasuje produkty, a oni nadzorują, czy ich pociechy nie próbują płatać figli. O wiele rzadziej zdarza się młodzież.

Druga grupa

To ludzie, którzy preferują kasy samoobsługowe. Uważają, że te tradycyjne są bardzo zatłoczone (co znajduje potwierdzenie w rzeczywistości, ponieważ kas tradycyjnych otwartych jest zaledwie kilka w hipermarketach a stanowisk kasowych łącznie ze 20 jak nie więcej). a ciągną się do nich długie kolejki. Dla porównania do kas samoobsługowych kolejki są rzadziej.

Trzeci rodzaj

To ludzie, którzy nie mają konkretnych preferencji i idą tam, gdzie po prostu szybciej sfinalizują płatność i wyjdą ze sklepu. Nie ma dla nich znaczenia, gdzie zapłacą, liczy się dla nich tylko jedno – żeby nie było kolejek lub były one jak najmniejsze. Do tej grupy sama się zaliczam, bo nie darzę sympatią ani kas samoobsługowych, ani tradycyjnych.

Kasy samoobsługowe coraz rzadziej ulegają awariom lub wariują

Kiedyś był problem z głupimi siatkami, które trzeba było położyć na wagę, a ich lekkość sprawiała, że system ich nie wykrywał, i nie można było sfinalizować zakupów. Teraz jest to coraz rzadsze zjawisko. Mimo wszystko zdarzy się, że coś nie działa, albo trzeba prosić osoby z obsługi o zatwierdzenie płatności (gdy ma się wśród zakupów alkohol). Zdarza się, że czasami ciężko znaleźć takie osoby, ale najczęściej są tuż obok i nie ma problemu.

Oprócz tego dobrze jest pamiętać, co się kupiło w przypadku artykułów na sztuki (bułki) lub na wagę (warzywa i owoce), bo czasem trzeba wyszukać konkretny produkt w systemie. Może się też zdarzyć, że „pomidor gałązka” na stoisku warzywnym to to samo, co w systemie „pomidor luz”.

Kasy tradycyjne są wygodne

Kasjerka wie jaki kod jest na jaki produkt i co powinna skasować, a co zważyć. My sobie tylko stoimy przy kasie i pakujemy to, co ona skasuje, odprawiając przy tym jakiś magiczny rytuał voodoo i klepiąc tajemnicze liczby na klawiaturze kasy. Tutaj jednak można być świadkiem dość nieprzyjemnych zjawisk. Na przykład być popychanym przez cudzy wózek (ma to na celu zmuszenie nas do przesunięcia się do przodu), przepuszczanie osób uprzywilejowanych (kobiety w ciąży – robisz to, bo tak się przyjęło, ale ciśnienie Ci skacze, jak kolejka jest długa, a do zamknięcia kas zostało 20min), gapienie się małych dzieci na Ciebie jak na UFO lub też zaczepianie przez nie.

Ponadto zjawiska, które mnie osobiście irytują najbardziej

Stanie jak kołek, gdy kasjerka kasuje produkty i dopiero jak wyskoczy paragon z drukarki szuka taka osoba portfela w czeluściach torebki (nie można naszykować sobie go w trakcie czekania na swoją kolejkę? Niech chociaż go wyciągnie na wierzch, zamiast ryć, jakby chciała w dnie torebki dziurę wykopać…).

I drugie, jeszcze gorsze – pani poczeka, to ja pójdę i zważę tego ogórka.

Oprócz tego zdarza się nieśmiertelny relikt PRL-u – Jak coś to ja tutaj stoję, ale pójdę jeszcze po kefir, niech mi pani przypilnuje kolejki.

I najgorsze – syrena alarmowa. Trzyosobowa rodzina. On, ona i małe dziecko. On pakuje zakupy, ona stoi i się paczy, a Brajan na jej ramieniu wydziera się, jakby go obdzierano ze skóry. Ona uodporniona na syrenę (albo już od niej głucha) stoi jak kołek i nie reaguje, a Brajan wyje coraz głośniej. Kończą zakupy, wychodzą, a syrena alarmowa towarzyszy im (i wszystkim dookoła) do wyjścia.

Sieci handlowe wygrały więcej, niż myślisz

Kasy samoobsługowe to idealny przykład na to, jak nic nie stracić, a dodatkowo zarobić na nieświadomych klientach. Mało kto zauważył drobny fakt…

Idziemy do kas samoobsługowych i sami stajemy się kasjerami.

I nikt nam za to nie płaci, a sieci handlowe mają darmową siłę roboczą. Nikt nie zapłaci Ci za to, że kasujesz sobie sam produkty przy kasie. A skasować je musisz, bo tradycyjna kasa otwarta jest tylko jedna, do zamknięcia sklepu zostało 10min, a kolejka do niej się nie kończy – chyba, że odłożysz zakupy i wyjdziesz ze sklepu bez nich.

Wcześniej kasjer dostawał za kasowanie produktów pieniądze. Teraz nie dość, że go zwolnili, zastępując go kasą samoobsługową, to jeszcze idzie do sklepu, kieruje się do samoobsługowej kasy… i znowu jest kasjerem. I to za darmo. Robota ta sama, a zarobek żaden.

Czy kasy samoobsługowe zastąpią ludzi?

Na pewno nie w najbliższej przyszłości. Owszem, robią się coraz bardziej popularne, ale na pewno na tę chwilę nie wyprą tradycyjnych kas. Ma to przyczynę w awaryjności kas – urządzenia te wymagają ciągłego nadzoru, więc ludzi wyeliminować się nie da.

Ponadto społeczeństwo polskie nie jest gotowe na gwałtowną rewolucję. Sieci handlowe straciłyby jeden segment klientów, jakim są ludzie w podeszłym wieku. Wciąż całkiem sporo z nich robi zakupy w marketach, a nie przystosowują się tak dobrze do zmian.

Dochodzi jeszcze czynnik geograficzny, ponieważ kasy samoobsługowe występują głównie w większych miastach. W mniejszych nadal prym wiodą tradycyjne.

Tak więc wydaje mi się, że prawdopodobnie w ciągu 10 najbliższych lat kasy samoobsługowe nie zastąpią w pełni tych tradycyjnych. Jak będzie naprawdę? Czas pokaże. Kiedyś też myśleliśmy, że telefony komórkowe odejdą do lamusa, bo w dobie internetu nikt do nikogo dzwonił za pomocą tradycyjnych połączeń nie będzie,  a zrobiono z nich urządzenia do wszystkiego. Dziś ciężko sobie wyobrazić, że telefony były kiedyś tylko do dzwonienia. Ciekawe, w którą stronę rozwiną się kasy samoobsługowe?

 

 

Foto: rawpixel

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.