Naturalna pielęgnacja – 3 fakty, o których nikt Ci nie powie

Naturalna pielęgnacja staje się coraz bardziej modna. Są jednak pewne fakty, o których tak głośno się już nie mówi. Zanim zostanę zjedzona przez miłośniczki kosmetyków naturalnych muszę jednak to powiedzieć ;)

Zanim przeczytasz o moich spostrzeżeniach, musisz mieć na uwadze, że nie dotyczą one wszystkich kosmetyków. Po prostu kupując nowy kosmetyk trzeba mieć z tyłu głowy, że można na taki trafić.

Naturalna pielęgnacja śmierdzi

Czasem tylko lekko trąci czymś dziwnym, ale można trafić naprawdę nieciekawie. Pal licho, jeśli podczas mycia głowy okaże się, że szampon, który kupiłaś śmierdzi jak zgniłe owoce. To jeszcze nic. Do tej pory myślałam, że nic nie przebije zapachu jednego z peelingów, ale również się myliłam. Może być gorzej. W moje ręce trafił krem, którego zapach przywołuje wspomnienie… szkolnej toalety. Serio, takiej rodem z PRL-u, w której rzadko się sprząta. I kosmetyk nie był zepsuty. Po prostu taki jego urok.

Możesz mi zarzucić, że się czepiam i mój nos jest nadwrażliwy, ale muszę coś podkreślić. Od około dwóch lat, po przebyciu ostrego zapalenia zatok, mój nos nie reaguje na większość zapachów w otoczeniu. Poczuję perfumy, gdy zbliżę je do twarzy, ale kompletnie nie poczuję przykrego zapachu na klatce schodowej. Tak więc skoro mówię, że coś śmierdzi, to śmierdzi naprawdę :D

Naturalna pielęgnacja brudzi

Mam tu na myśli głównie kosmetyki, które przygotowuje się samemu.  Łatwo jest zamienić łazienkę w teren jak po wojnie. Jeśli chcesz sama przygotowywać kosmetyki z półproduktów, miej z tyłu głowy, że czeka Cię sporo paprania.

Sama zabawa z glinkami jest już wystarczającym dowodem na poparcie moich słów. Oprócz wybrania składników trzeba też dobrać odpowiednie proporcje, wymieszać je i nałożyć na twarz, pilnując, by nic nie kapnęło po drodze. A potem trzeba to zmyć i to jest największe papranie. Umywalka po oczyszczeniu twarzy z glinki wygląda koszmarnie.

Naturalna pielęgnacja szkodzi

Ale tylko na początku. Skóra musi się przyzwyczaić do naturalnych składników, przez co problemy dermatologiczne mogą się nasilić. Takie przestawianie się może trwać kilka tygodni, ale zdecydowanie warto spróbować wytrzymać nadprogramowe wypryski. Potem powinno być już tylko lepiej.

A jeśli nie będzie? Może się okazać, że skóra nie toleruje któregoś z roślinnych ekstraktów. Niektóre oleje mogą zapychać, więc trzeba uważnie obserwować skórę i jeśli pojawi się problem – reagować. Im wolniej wprowadzamy zmiany do pielęgnacji skóry, tym łatwiej zidentyfikować szkodzący nam składnik, tak więc nie używajmy od razu wszystkich kosmetyków naturalnych jednocześnie. Dajmy skórze trochę czasu na przyzwyczajenie się do kosmetyków z bardziej naturalnym składem.

***

Czy warto się w to bawić?

Pomimo powyższych wad, naturalna pielęgnacja to najlepsze, co możemy zrobić dla naszej skóry. Wiem, że kosmetyków ekologicznych jest mało i nieraz trzeba ich szukać ze świecą w drogerii, ale zdecydowanie warto. Na plus jest to, że jest ich coraz więcej, bo kobiety bardziej świadomie podchodzą do pielęgnacji cery.

No bo pomyśl. Idziesz do drogerii, kupujesz popularne kosmetyki, o których wszyscy słyszeli i używasz ich na co dzień. Problemy dermatologiczne nie znikają, a wręcz się nasilają. Kupujesz następne, ale sytuacja się nie poprawia. Spędzasz pół życia szukając ideału, który… po prostu nie istnieje, dlatego, że wszystkie te marki należą do kilku wielkich koncernów i tylko nieznacznie różnią się między sobą składem.

A czytasz składy? Pewnie nie. Gdy zaczynasz czytać okazuje się, że większość tych kosmetyków napakowana jest silikonem (zapychacz), alkoholem (wysuszacz) i donorem formaldehydu (rakotwórczy rypacz).

Czy kupisz ponownie takie kosmetyki?

NIE.

Czy zaczniesz szukać takich z lepszym składem?

TAK.

Niewiedza to nasz najgorszy wróg we współczesnym świecie. Nie wiemy co jemy, czego używamy i czym się smarujemy na co dzień. Nie jesteśmy świadomi, dopóki ktoś nie zwróci uwagi na problem lub nie dopadną nas kłopoty ze zdrowiem. Lepiej jednak dowiedzieć się późno, niż nie dowiedzieć się wcale. I właśnie dlatego powstał ten blog.

 

 

Foto: The Creative Exchange