O MNIE

Hej!

Witaj w pandzim świecie! Chyba powinnam się przedstawić… Justyna, żona, córka i…. wróć! To chyba nie tak!

Jeszcze raz…

Już wiesz, mam na imię Justyna. Żyję sobie w uroczym świecie, w którym wesoło patatajają sobie jednorożce i kategorycznie odpycham od siebie żywot człowieka poczciwego, który według przeciętnego Kowalskiego powinien upływać na pracy na etacie,  rodzeniu kolejnych dzieci i tygodniowych wakacjach raz w roku.

Nie, to nie dla mnie. Ten blog nigdy nie stanie się parentingowym koszmarkiem, tyle mogę Ci obiecać, Czytelniku. Na etat też mnie jakoś nie ciągnie, bo za dobrze się poczułam jako silna i niezależna kobieta pani swojego losu. A czy jest sens harować jak wół, żeby raz w roku pojechać na wakacje? Pandy tak nie lubią, z natury są leniwe i lubią mieć wakacje przez cały rok. I ja też.

Miałam różne plany na życie. Można uznać za błędy młodości, że chciałam kiedyś zostać:
– archeologiem – z moją sklerozą wykucie dat na maturę z historii stało się mission impossible. Więc wybrałam biologię
– psychologiem – w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że męczą mnie ludzkie problemy i bardziej mnie irytują niż wywołują we mnie chęć pomocy
– zakonnicą – na ten szalony pomysł wpadłam w trakcie gorączki przedmaturalnej. Do dziś nie zapomnę, jak pytałam się na jakimś forum religijnym, czy do zostania zakonnicą jest potrzebna matura
– fizjoterapeutką – tutaj odrzucił mnie system selekcji kandydatów na uczelni medycznej
– prawnikiem – krótka, szalona myśl, ale nie zrobiłam nic w kierunku realizacji tego planu
– tłumaczem – i to nie byle jakim, zamarzył mi się japoński. Jednak tego języka na studiach było tak niewiele, że porzuciłam zamiary tłumaczenia krzaczków na rzecz zostania….
– wykładowcą – bo na studiach tak dobrze mi szło, że nawet rektor mi proponował współpracę. Więc poszłam na doktorat i dostałam tam taką lekcję życia, że poszło mi w pięty. Nie, nie dotrwałam do końca ;)
– fotografem – bo się fotografią interesuję od lat i takie tam… Jednak nienawidzę retuszu do tego stopnia, że i ten kierunek w życiu okazał się złym pomysłem

Stanęło na wizażu i w tym odnajduję się najlepiej. No i w byciu blogerką, bo to moje zajęcie po godzinach. Jeśli chcesz prześledzić moje poczynania zawodowe – zajrzyj na LinkedIn.

Poznanie w korpo męża w zamierzchłych czasach, gdy planowałam zostać korposzczurkiem, zniweczyło mój plan zostania starą panną z kotem stania się silną niezależną kobietą. A już kupowałam tego przeklętego kota i planowałam remont mieszkania…

Tak więc… nie mam kota. Nawet nędznych rybek nie mam, więc mój instagram jest wypadkową tego, co się dzieje dookoła. Jeśli znajdziesz tam jakieś zwierzątka, z pewnością nie będą one moje. Obserwuję u siebie niezdrowe zainteresowanie kaczkami, więc podejrzewam, że w przyszłości mogą zdominować ten profil. Spokojnie, nie mam żadnych powiązań z polityką. No spójrz w oczy tej kaczce…

Nie jest urocza? No dobra, ale urokowi małych kaczek na pewno się nie oprzesz!

Mówiłam?!

Ale wróćmy do tematu. Moje życie przypomina wielką sinusoidę – albo dzieje się tak wiele, że nie mam chwili wytchnienia, albo jest na tyle spokojne, że prawdopodobieństwo ruszenia się z domu jest równe wygranej w totka.

Jeśli chcesz zrozumieć, co się tutaj w ogóle odjaniepawla, to zapraszam Cię do zakładki Zacznij tutaj. Spokojnie, tam nie ma kaczek.