Świadoma pielęgnacja twarzy i ekoterror

Celowo nie użyłam określenia zdrowa, ekologiczna, bio… Ile kobiet na ziemi, tyle kombinacji w pielęgnacji twarzy, a nawet więcej. Popadanie ze skrajności w skrajność nigdy nie było dobre i tak też jest z kosmetykami.

Jeśli nagle spłynęło na Ciebie olśnienie i wiesz już, co tak naprawdę zawierają składy drogeryjnych kosmetyków, prawdopodobnie chcesz wywalić wszystko, co masz do kosza lub rozdać przyjaciółkom.

Wstrzymaj się!

Zanim zrobisz cokolwiek – przeczytaj ten tekst

Pielęgnacja twarzy to ciężki orzech do zgryzienia. Nie dość, że są różne typy skóry, to istnieją tysiące substancji używanych do produkcji kosmetyków i setki tysięcy kombinacji tych składników. A każda cera ma swoje problemy i kobiety chcą wyeliminować je wszystkie. Jakby tego było mało, ich cera lubi ulegać niewielkim zmianom w miarę upływu czasu. Nie ma lekko.

Najważniejsze, by w pogoni za naturalnością nie przesadzić

Odstawienie nagle wszystkich kosmetyków ze złym składem i zastąpienie ich ekologicznymi może nieciekawie odbić się na cerze. Warto wprowadzać kosmetyki naturalne stopniowo, by organizm się do nich przyzwyczajał. Jeśli Twoja cera przyzwyczajona jest do silikonów i innych, okrytych złą sławą substancji, nagłe odstawienie ich sprawi, że będzie protestować.

Wiem, że chcesz wywalić z kosmetyczki całą chemię

I to już teraz, zaraz. Ale miej świadomość, że naturalne kosmetyki to też chemia. Tylko tyle, że trochę zdrowsza. Może lepiej zużyć te kosmetyki do końca, a rozdać koleżankom tylko te, które mają w miarę dobry skład?

Spróbuj nie popadać w paranoję. Jeśli masz jakieś perełki kosmetyczne, które ciężko Ci będzie zastąpić kosmetykami naturalnymi, to może lepiej ich nie wyrzucaj? Nie sztuka wywalić wszystko do kosza za jednym zamachem. Tylko pomyśl, co dalej?

Masz już jakieś alternatywy?

Znalazłaś już dobre zamienniki kosmetyków, które obecnie używasz? Może warto poszperać głębiej i zorientować się, co jest dobre, a co złe, nie sugerując się przesadnie opiniami osób, które analizują składy? Poczytaj o składnikach kosmetyków, dowiedz się jakie są najnowsze badania na ich temat, a dopiero potem, uzbrojona w wiedzę, skreślaj kosmetyki, sama czytając składy.

Nie spiesz się z eliminowaniem złych kosmetyków

Szukanie zdrowego ideału może być czasochłonne i tak naprawdę możesz nie znaleźć go nigdy. Łatwo jest iść do sklepu i obkupić się w kosmetyki z etykietką bio. Trudniej je dopasować do potrzeb i typu swojej cery. A jeszcze trudniej znaleźć taki, który będzie spełniał wszystkie Twoje oczekiwania. A o pozbyciu się nietrafionego zakupu i straconych pieniądzach nie chcę nawet wspominać. Lepiej testuj nowości, gdy skończy Ci się coś, czego używałaś do tej pory.

Wygodnie jest zlecić komuś analizę składu

Tak, wiem, są ludzie od tego. W internecie pełno grup i blogów, gdzie ludzie analizują składy kosmetyków. Tylko, że niektórzy biorą tą analizę zbyt dosłownie. Są substancje wzbudzające kontrowersje, ale są też takie, których negatywnego działania nikt nie udowodnił. I dopóki nie udowodni nie ma powodu, byś skreślała kosmetyk tylko dlatego, że ten jedyny niepewny składnik może być zły, a jest na końcu listy składników. Powoli zaczyna panować ekoterror w związku ze składami kosmetyków i dążeniem do bliskości z naturą…

PEG-i, SLSy, parabeny, alkohole…

Cieszą się bardzo złą sławą, ale jest z nimi jak ze wszystkim innym. Jeden człowiek zje orzeszki i rozwinie mu się reakcja alergiczna, drugi po zjedzeniu nie odczuje żadnych przykrych konsekwencji. Warto czytać składy i dobierać kosmetyki na podstawie zdobytej wiedzy, nie zaś ogólnych przekonań.

Jeśli się boisz – nie stosuj. Proste. Jeśli masz wątpliwości – nie stosuj. Również proste. Ale jeśli widzisz ten składnik na końcu składu, zastanów się, czy jest sens wywalać kosmetyk do kosza. O kolejności kosmetyków w składach i ich ilości będzie za chwilę.

Jeśli chcesz, by Twoje włosy wyglądały obłędnie, bo idziesz na imprezę, silikony Cię nie zabiją, a sprawią, że fryzura będzie błyszczeć. Jeśli umyjesz twarz jeden, jedyny raz płynem micelarnym z dużą ilością alkoholu, nie odpadnie Ci skóra. Może i wyskoczy podrażnienie, ale będzie to dla Ciebie przynajmniej sygnał, że coś z tym kosmetykiem jest nie tak i warto poszukać innego.

Ilość też ważna

Oprócz substancji samych w sobie warto brać pod uwagę długość składu oraz miejsce występowania substancji, co do których nie jesteś pewna / są niezbyt dobre. Na przykład alkohol na samym końcu składu nie jest niczym złym, ale umieszczony już na drugim miejscu listy składników powinien sprowokować Cię do głębszych rozważań, czy warto w ten kosmetyk inwestować.

Uzbrojona w wiedzę odnośnie norm ilościowych danego składnika określonych przez Unię Europejską, możesz odetchnąć spokojnie – dlatego zachęcam, być się z tym zapoznała. Czasem widzisz jakąś kontrowersyjną substancję jako trzecią w kolejności, a okazuje się, że może być jej maksymalnie 1% według norm unijnych – czyli znowu – nie ma się czego bać.

Kolejną zasadą jest kierowanie się długością składu. Pewnie słyszałaś o tym przy okazji zakupów spożywczych. Podobnie jest z kosmetykami – im krótszy skład, tym najczęściej lepszy. Jeśli widzisz na kosmetyku 20 linijek składu, prawdopodobnie zawiera on bardzo dużo zbędnych wypełniaczy. A nie o to chodzi w świadomej pielęgnacji.

Co zrobić z tymi złymi?

To zależy, jak bardzo są złe i jak bardzo jesteś zdeterminowana, by się ich pozbyć. Te, które mają bardzo dużo szkodliwych składników najlepiej wywalić do kosza. Jeśli jednak jest ich dużo, a używasz ich regularnie od jakiegoś czasu, może warto zużyć je w inny sposób? Kremy do twarzy możesz na przykład używać jako kremy do rąk lub do stóp. Nic im nie powinno się stać, ponieważ są mniej wrażliwe, niż twarz. Nagłe odstawienie takich kosmetyków może spowodować nasilenie się problemów dermatologicznych, więc jeśli używasz ich długo, odstawiaj stopniowo.

Oprócz znalezienia nowego zastosowania posiadania kosmetyków możesz oddać komuś znajomemu ich część, by pomógł Ci je wykończyć. Nie oddawaj jednak tych najgorszych składowo – w myśl zasady nie rób drugiemu co Tobie niemiłe. Jeśli kosmetyki nie były otwierane zawsze zostaje też ich sprzedaż na allegro.

Ja jeśli widzę, że kosmetyk powoduje u mnie problemy z cerą, momentalnie go odstawiam. Jeśli nie robi mi żadnej szkody, to zużywam go do końca i kupuję zdrowszy zamiennik.

jak znaleźć te dobre?

Paradoksalnie – nie w aptece. Serio. Apteka to ostatnie miejsce, w którym powinnaś szukać kosmetyków z dobrym składem. Są tam, nie przeczę.  Ale farmaceuta prędzej poleci Ci krem za ponad 100zł, na którym sporo zarobi, niż ziółka, czy olejki pomagające na to samo.

Wybierając kosmetyki po prostu dużo… czytaj. Czytaj o substancjach, o badaniach skupionych na ich działaniu, o potencjalnych zagrożeniach, komedogenności, kancerogenności, wpływie na gospodarkę hormonalną, możliwych zastosowaniach substancji. Lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć, a Polak ma to do siebie, że jest mądry po szkodzie. Miej to zawsze z tyłu głowy. Nie musisz wkuwać wszystkich nazw na pamięć. Zrób sobie rozpiskę najczęściej stosowanych substancji i zerkaj do niej, jeśli masz jakieś wątpliwości.

Jest też sporo aplikacji na telefon, które wyświetlają informacje o kosmetyku po zeskanowaniu jego kodu kreskowego.

Poniższe zestawienie nie powinno być traktowane bezkrytycznie. Są to marki, których większość kosmetyków jest zła lub dobra.

Które marki są dobre?

Alterra, Ava, Aloesove, Biolaven, Bioline, Biolove, Clochee, Ecolab/Eolab (sklepy różnie zapisują), Equilibra, Make me Bio, Mohani, Mokosh, Nacomi, Orientana, Resibo, Santaverde, SoBio, Sylveco, Vianek, Weleda, Yope.

Które omijać szerokim łukiem?

AA, Avon, Bielenda, Dax Cosmetics, Dove, Eveline, Garnier, Iwostin, L’Oreal, La Roche-Posay,  Lirene, Mary Kay, Mixa, Nivea, Oriflame, Palmolive, Pharmaceris, Schwarzkopf, Soraya, Vichy, Yves Rocher, Ziaja.

Przecież połowy tych dobrych nie ma w Rossmanie! Jak żyć?

Najlepiej jest śledzić nowości i kupować w internecie. Każda, nawet okryta złą sławą firma, ma swoje perełki, które posiadają dobry skład (na przykład Bielenda mimo złej opinii wypuściła serię Botanic SPA Rituals, w której składy kosmetyków są super). Podobnie większość cieszących się dobrą sławą marek wypuściła kiedyś coś, co dobre składowo nie jest (lub wypuści w przyszłości). Składy mogą się zmieniać, więc jeśli coś jest dobre na tę chwilę, za pół roku może już nie być. Stała czujność! (jak zwykł wykrzykiwać Alastor Moody w Harrym Potterze).

Świadoma pielęgnacja

Zanim kosmetyk skreślisz i wyrzucisz do kosza, bo ma gorszy skład – poobserwuj swoją skórę. Może nie będzie miał żadnego negatywnego wpływu na cerę i zużyjesz całe opakowanie do końca? Może ten alkohol na końcu listy składników nie wpłynie negatywnie na Twoją cerę? Może czasami nie warto przesadzać?

Z kolei jeśli mimo dobrego składu od razu widzisz podrażnienie, nie brnij w to. Nawet kosmetyki z dobrym składem potrafią uczulić lub podrażnić skórę. Dobrym przykładem są roślinne hydrolaty, które często wymagają rozcieńczenia przed zastosowaniem.

Nic Ci się nie stanie, jeśli masz na toaletce same ekologiczne kosmetyki z dobrymi składami, a będziesz używać od czasu do czasu szamponu, którego skład nie jest najlepszy. Nie daj się ekoterrorowi. Dobrze używać kosmetyków dobrych jakościowo, ale jeśli masz coś pojedynczego, co jest niezastąpione, nie warto używać czegoś gorszego tylko dlatego, że ma etykietkę eko.

Dobieraj kosmetyki według potrzeb cery

Jeśli widzisz odstające skórki, to znaczy, że Twoja cera jest odwodniona i trzeba jej pomóc kremem lub serum nawilżającym. Jeśli tuż po umyciu nos świeci się niemiłosiernie poszukaj czegoś matującego, co nie wysuszy skóry (i nie zawiera alkoholu). Jeśli trądzik wprawia Cię w kompleksy, to oprócz wizyty u dermatologa poczytaj o zdrowych składnikach, które pomagają w leczeniu trądziku i znajdź kosmetyki, które mogą złagodzić jego objawy.

Nie będę pisać więcej, bo chyba już załapałaś o co chodzi. Może i nie jesteś dermatologiem, ani kosmetologiem, ale z pewnością potrafisz czytać i wykorzystać we właściwy sposób zdobytą wiedzę. Zapamiętaj złotą zasadę, szukając pielęgnacji dla siebie:

Wszystko jest dla ludzi, tylko w odpowiednich ilościach

 

 

Foto: Sarah Dorweiler