Plany na luty

Plany na luty są ambitne. W końcu biorę się do pracy. Akcja regeneracja odniosła pożądany skutek i mam teraz więcej energii. Odbudowałam trochę zdrowie i wypoczęłam, dzięki czemu rozpiera mnie energia i nie mogę usiedzieć na miejscu. Mam tyle pomysłów i chcę je wszystkie zrealizować!

Nie chcę powtórzyć porażki z zeszłego miesiąca. Monika Ciesielska na Korepetycjach z Odchudzania mówiła, prosiła, groziła, by nie wyznaczać sobie za dużo celów, bo wtedy spełnić się ich wszystkich nie da.

No a ja oczywiście, gdy wyszłam za tematy okołodietowe, musiałam zrobić to po swojemu i… nie wyszło. Dlatego w lutym będzie mniej celów, a bardziej skupię się na tym, by doprowadzić wszystko do końca. Oto moje plany na luty:

Wejść w YouTube

Kanał już stoi, tylko… filmów brak. Myślę, że luty to dobry miesiąc na to, by kanał zaczął w końcu działać pełną parą. MUSZĘ się w końcu ośmielić i nagrać coś więcej, niż tylko filmiki instruktażowe do kursu makijażu. No muszę… Już rok się do tego przygotowuję i zawsze tchórzę pod koniec. Czas to zapisać na blogu, żebyście Wy mnie z tego rozliczyli pod koniec miesiąca.

Zrobić porządek w szafie

Miałam to zrobić w styczniu, ale brakło mi czasu. No i wtedy nie było to celem spisanym na papierze. Ta myśl błąkała się tylko w mojej głowie, gdy pisałam wpis o porządkach w szafie. Planuję swoje porządki przeprowadzić według strategii zawartej we wpisie. Bez sentymentów muszę się w końcu pozbyć starych ubrań, ponieważ dążę do spójnej, pasującej do siebie garderoby. Moim marzeniem jest szafa, z której wyciągam na ślepo cokolwiek i pasuje to do każdej okazji. I te ubrania noszę z przyjemnością. Porządki to pierwszy krok do spełnienia mojego marzenia.

Wrócić do skakania na trampolinie i pilatesu

Tak, jak w poprzednim miesiącu, chcę wrócić do aktywności fizycznej. Test w postaci wchodzenia po schodach uświadomił mi, że jeszcze nie straciłam wypracowanej kondycji – choć było mi ciężej wejść na czwarte piętro. Nie potrzebowałam jednak do tego żadnych odpoczynków po drodze, a taki był mój poziom kondycji, gdy zaczynałam w październiku przygodę z aktywnością fizyczną. Dzięki regeneracji w styczniu mam siłę, by sprostać temu wyzwaniu. Będę ćwiczyć! Błąd – już ćwiczę!

Ponowić dietę redukcyjną

Ostatnie zakupy uświadomiły mi to dobitniej. Znowu wchodzę w żakiety o rozmiarze 42, a niedawno świętowałam sukces, gdy mieściłam się spokojnie w 38. Wiem, że rozmiarówka się zmienia w zależności od sieci, ale mimo wszystko chcę zamienić tłuszcz na mięśnie.

Pić skrzypokrzywę

Wypiłam kilka razy w grudniu, obiecywałam sobie w styczniu i… nic. Tak więc przerzucam to sobie na kolejny miesiąc i zamierzam bardziej pilnować tego celu.

Przeczytać 3 książki

Poprzedni miesiąc pokazał, ze więcej nie dam rady upchnąć w grafik. Tak więc w tym miesiącu przeczytam zaległe Zjadanie zwierząt Jonathana Safrana Foera i Seks i inne przykrości Joanny Fabickiej, których nie udało mi się przeczytać w zeszłym miesiącu. Trzecią książką będzie coś rozwojowego – chcę skończyć czytać Rusz dupę Jacka Wiśniowskiego.

***

Jest jeszcze druga lista celów, ale tą zachowam w tajemnicy, bo dotyczy ona tego, co się będzie działo przez cały rok na blogu  (i nie tylko). W każdym razie oprócz tych celów jest jeszcze kilka innych… Zobaczycie wkrótce ;)

 

 

Foto: Beata Ratuszniak

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.