Polacy kochają narzekać

Japończyka rozpoznasz po tym, że ukrywa swoje uczucia. Amerykanin wyróżnia się swoim optymistycznym podejściem do życia. Włoch żyje beztrosko, z dnia na dzień. A Polak?

Polaka rozpoznasz po tym, że kocha narzekać

Narzekanie obejmuje praktycznie każdą sferę życia, bo Polakowi nigdy nie jest dobrze. Nieważne, czy żyje z zasiłku, czy jest milionerem – zawsze ma mało pieniędzy. Nie jest istotne dla niego, czy kogoś ma (wtedy narzeka na wady tej osoby), czy kogoś nie ma (no przecież zostanie starą panną, bo już czydziecha na karku). Narzeka na polityków, bo kradną, by potem iść na wybory i ponownie zagłosować na tych, których uważa za złodziei. Marudzi, że ksiądz ciągle woła pieniędzy na parafię i tak w sumie to nie wie, czy wierzy, ale w każdą niedzielę posłusznie leci do kościoła i bezkrytycznie chłonie wiedzę z kazań.

Polacy przypominają trochę Japończyków

Jedno mówią, drugie myślą. Odróżnia ich tylko to, że Japończyk wiedzę zachowuje dla siebie i z nikim się nią nie dzieli. Polacy z kolei są bardzo wylewni… za plecami tych, których te informacje dotyczą. Japończyk zabiera swoje problemy w dwa miejsca – do serca lub do grobu. Nie opowiada nikomu jak mu źle, tylko zaciska zęby i idzie dalej przez życie, lub popełnia ciche samobójstwo, nie wyjawiając powodów swojej decyzji. Polak swoje troski nie tylko gromadzi w sercu, ale też obarcza nimi ludzi wokół siebie – im większej ilości osób ponarzeka, tym lepiej. Przecież wiadomo, że on ma najgorzej, prawda?

Polacy to urodzeni pesymiści

Wtedy, gdy świat się wali, Amerykanin wierzy, że będzie lepiej. Polak z kolei snuje wizje, że będzie jeszcze gorzej. Gdy Amerykanin straci cały swój dobytek przez tornado, bierze kredyt, odbudowuje dom i zaciska zęby, pracując ciężko na spłatę zobowiązań. W Polsce z kolei mamy kult #dej. Rodzina straci dom w pożarze, to w pierwszej kolejności zwala się dalszej rodzinie na głowę. W drugiej czeka na lokal tymczasowy od państwa, a w trzeciej idzie do telewizji żeby polamentować, bo jak to zrobi obcy ludzie na pewno wyślą im pieniądze i pomogą. Dopiero jak wszystkie powyższe możliwości zawiodą, a rodzina i sąsiedzi zaczną marudzić, że tamci mogliby już coś ze sobą zrobić, poszkodowani wezmą kredyt i zabiorą się do pracy.

Polacy są totalnie inni, niż Włosi

Podczas gdy Włosi żyją na tym swoim wulkanie i dziękują Bogu za każdy przeżyty dzień, Polacy mają większe problemy. Boli ich nowe auto sąsiada, markowa torebka koleżanki z pracy, zagraniczne wyjazdy ciotki, której nie widują na co dzień. Polacy przejmują się takimi pierdołami, które Włochom nawet przez myśl nie przejdą. To, co dla Włocha jest naturalne, dla Polaka jest sprawą najwyższej wagi. Przez to nie potrafimy cieszyć się życiem, wciąż zamartwiając się rzeczami kompletnie nieistotnymi lub wyimaginowanymi.

Im dalej na wschód, tym gorzej?

Cudzoziemcy mówią mi czasem, że w Europie im dalej na wschód, tym mniej uśmiechu na twarzy. Coś w tym jest, ponieważ sama zaobserwowałam podobny trend. Gdy dzielę się tym spostrzeżeniem z innymi Polakami, Ci tłumaczą to trudnymi doświadczeniami historycznymi i (w konsekwencji) niższym poziomem życia. Ale ile czasu można zasłaniać się historią? Czy nie pokazaliśmy, że potrafimy się pozbierać po wojnie, odbudowując Warszawę, która była zrównana z ziemią? Potrafiliśmy.

Problem leży gdzie indziej

Polak potrafi, tylko nie chce. Przybliża nas to trochę do ludów Afryki, które akceptują warunki, w których żyją, a jak ktoś sypnie  groszem, to fajnie. Mało jest ludzi, którzy ciężką pracą dochodzą do sukcesu – widać to nie tylko po ilości milionerów w Polsce, ale też po sile polskich marek na świecie. Jest bieda. W dalszej kolejności jest to wina systemu, który podcina skrzydła przedsiębiorcom, ale Polak ma wręcz zaprogramowane, by zamiast pracować kombinować. Widać to chociażby po 500+ – ile kobiet wykorzystało tę furtkę po to, by nie musieć pracować? Moje słowa znajdują ponure odzwierciedlenie w statystykach.

Łatwiej narzekać, niż wziąć się do roboty

Gwiazdy codziennie udowadniają nam, że ciężką pracą można dojść wysoko. Polakom brakuje samozaparcia w dążeniu do celu, bo wygrywa lenistwo. O wiele łatwiej narzekać na wyimaginowane niesprawiedliwości losu, niż spróbować walczyć z tymi niesprawiedliwościami. Polacy wręcz obnoszą się z tym, jakimi są nieudacznikami, narzekając na wszystko dookoła nich – bo przecież to, że zarabiają mało, to wina pracodawcy, który płacić więcej nie chce. Owszem, marzyli kiedyś o studiach medycznych, ale to tyle nauki i maturę by musieli poprawiać… Znacznie łatwiej było pójść na politologię, gdzie łatwo się dostać, a potem zorientować się, że pracy nie ma. Ale obwiniają wszystkich dookoła za swoje wcześniejsze (i błędne) wybory, bo tak jest im łatwiej. Nie dość, że oszukują ludzi, to jeszcze siebie. I to jest najsmutniejsze.

No. To sobie ponarzekałam.

 

 

Foto: Omar Prestwich

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.