Polak na wycieczce – posiłki HB

Posiłki na wycieczce objazdowej są oceniane zwykle pod względem kulinarnym. Ja dziś skupię się na ocenie tego, co się dzieje przy stole. Szkoda, że nikt nigdy tego nie robi, bo to to istna kopalnia wiedzy o samych Polakach. Czy narodowe przywary ujawniają się także na wyjeździe? Czytaj dalej ;)

Co tam inni…? Moja micha musi być pełna

Czasami kelnerzy rzucą coś na stół boczny, zamiast przynosić do stolika, przy którym Polak siedzi. Polak musi być jak najszybciej przy tej sałatce, która wylądowała na stole, bo boi się, że dla niego zabraknie. Jak już dopcha się do koryta – ładuje ile wlezie. Nieważne, że sałatki już prawie w misce nie ma, a inni też by chcieli jej spróbować. Zostawi 2 ćwiartki pomidora, 3 liście sałaty dla stojących za nim pięciu osób – ich strata, że nie byli pierwsi, on musi mieć sałatki tyle, że nie mieści mu się na talerzu. Przez piętnaście minut będzie wybierał sobie najlepsze listki sałaty i najbardziej czerwone kawałki pomidorków, oglądając je z każdej strony. A że na koniec tego wszystkiego nie zje? To wszystko to nie jego problem. Ważne, że zapłacił za to, więc mu się należy – weźmie sobie tyle, ile będzie chciał.

Jak to obiadokolacji nie było w umowie? Co ja mam teraz zrobić?

Typowy Polak nie czyta dokładnie tego, co podpisuje. W efekcie okazuje się, że w podstawowej ofercie były tylko śniadania, a obiadokolacje powinien dodatkowo dokupić. Dowiaduje się o tym oczywiście w trakcie, gdy spożywa obiadokolację, bo wychodzi to przypadkiem na jaw. Jest oburzony, że tak wyszło i do końca wyjazdu będzie zmuszony żywić się na własną rękę (i płacić drogo, bo Włochy do tanich krajów nie należą). Oczywiście nie on jest temu winny, to w biurze podróży go naciągnęli.

Historia ta wędruje od stolika do stolika, aż wszyscy dookoła wiedzą, że ci z synem nie dokupili sobie obiadokolacji…

Ten makaron nie zdążył się ugotować…

Gdy Polak dostanie coś na talerzu obowiązkowo musi skomentować to niczym Magda Gessler. Makaron al dente może i wyszedł podręcznikowo, ale dla niego jest niejadalny. Przecież jest za twardy, przez co danie ma -100 do smaku. Nieważne, że sos wyszedł wyśmienicie. Ważne, że makaron jest twardy.

Czy sekcja się udała?

Komentowanie tego, co i jak jedzą inni to koszmar. Odkroisz sobie tłuste brzegi od mięsa, bo za nimi nie przepadasz i przez resztę wycieczki będziesz codziennie wysłuchiwać od kogoś pytań, czy dzisiaj też będziesz robić sekcję zwłok na swoim talerzu. Do znudzenia, aż poczujesz się jak jakiś okaz w cyrku, który jest oglądany z każdej strony.

Ci Azjaci są jacyś dziwni, zjedzą wszystko nawet, jak jest obrzydliwe…

Komentowanie bardzo często wychodzi poza stolik, przy którym Polak siedzi i obejmuje stoliki sąsiednie. Jeśli przy stoliku obok znajdzie się grupa ludzi odmiennych kulturowo lub etnicznie… Polak przypomina sobie wszystkie stereotypy na jej temat i próbuje konfrontować to z rzeczywistością. Inny Polak dorzuci anegdotkę, że widział, jak Azjata dostał bruschettę – nie wiedział, co z nią zrobić, więc wrzucił ją do wody i spożył po tym, jak zmiękła. A inni Azjaci, widząc to, zrobili to samo… I są heheszki na resztę wieczoru.

Jak byłem w Turcji…

Typowy Polak nie byłby sobą, gdyby nie porównał posiłku, który dostał z posiłkami na innych wycieczkach, które zaliczył. Przeanalizuje dokładnie wielkość porcji, porówna ilość kromek chleba, ich stopień twardości i będzie narzekał, że oczka w pieczywie są zbyt duże, przez co nie może normalnie posmarować go masłem. W Turcji było lepiej, miał all inclusive i nie był skazany na śniadanie kontynentalne… Oczywiście dzieli się ze swoimi przemyśleniami z resztą osób, które siedzą przy stoliku.

Fajnie, że byłeś w Bułgarii. My byliśmy w Dubaju…

Podczas posiłku najlepiej jest wymienić się doświadczeniami i pochwalić się, gdzie się było. Typowy Polak zaczyna więc opowiadać. Ale nie usłyszysz o tym, że był w Kołobrzegu. Zwiedził już Grecję, Turcję, Hiszpanię, a ostatnio wrócił z Dubaju. Najlepsze jest to, że inni czują się w obowiązku mu dorównać, więc zaczyna się licytacja – kto, gdzie, za ile i na ile? Nikt nie chce być gorszy, każdy chwali się ile zwiedził i co zobaczył.

Posiłki to koszmar

Taką mam puentę na koniec. Siedzenie z innymi Polakami przy stole nie było dla mnie przyjemne, choć poza posiłkami dogadywaliśmy się świetnie. Mimo wszystko naiwnie liczę, że w przyszłości na takich wycieczkach posiłki będą wyglądały zupełnie inaczej i nikt nie będzie komentował tego, co robię z jedzeniem na moim talerzu. Żywię także nadzieję, że Polacy zaczną patrzeć na swój talerz, zamiast rozglądać się po tym, co się dzieje przy innych stolikach. Jak będzie? Czas pokaże ;)

Foto: Louis Hansel