Przeciętna Polka a problemy z płodnością

Przeciętna Polka, która zetknęła się osobiście z brakiem płodności u siebie lub u partnera, w miarę wydłużających się problemów z poczęciem dziecka, zaczyna wariować. Desperacja w walce z płodnością nie jest wskazana. Szczególnie, jeśli kobieta wmawia sobie, że tylko jedna metoda jest właściwa.

Przeciętną Polkę wychowano w przekonaniu, że najlepsze jest swoje

O tym słyszy się zawsze i wszędzie. Swoje najlepsze, bo… swoje. Nie wiem z czego to wynika, bo nie jestem matką, ale wydaje mi się, że matki polki tłumaczą sobie to w ten sposób, że nosiły dziecko pod sercem przez 9 miesięcy, to więź jest bliższa. A to kompletnie nie ma pokrycia z rzeczywistością – niezależnie od tej więzi dziecko w przyszłości matkę może traktować źle lub się na nią po prostu wypiąć – życie pisze różne scenariusze. Posiadanie swojego dziecka nie daje gwarancji, że będzie ono dla matki lepsze. Czasem to adoptowane kocha matkę bardziej niż swoje.

Przeciętna Polka nie chce in vitro

Kult najlepsze jest swoje jest obecny także w podejściu do in vitro. Na szczęście kobiety mają do tego mniej krytyczny stosunek niż do adopcji, chociaż i tak wiele z nich jest przeciwne metodzie in vitro. Bo to dziecko z probówki. Nie zostało poczęte naturalnie, jak Bozia stworzyła, tylko w sposób sztuczny.

Tutaj znowu zamienię się w teoretyka – moja teoria głosi, że Polka ma lżejszy stosunek do in vitro, bo tłumaczy sobie je tym, że dziecko i tak będzie nosić pod sercem, a sposób zapłodnienia nie jest aż taki ważny. Wyprowadźcie mnie z błędu, bo się nie znam.

Druga moja teoria głosi, że Polka przeciwna in vitro nie akceptuje go głównie z powodów religijnych – bo została wychowana w przekonaniu, że płodzenie dzieci powinno odbywać się tylko w sposób naturalny, a in vitro to zabieg sztuczny, sprzeczny Boskiemu prawu. Również mnie poprawcie, jeśli się mylę.

Skoro in vitro to zabieg sztuczny, przeciwniczki in vitro powinny przestać się poddawać zabiegom leczącym niepłodność, czy terapiom hormonalnym. W końcu leczenie niepłodności za pomocą medycyny to też sztuczne wymuszanie płodności, podobnie jak sztucznym zabiegiem jest in vitro. Powinny tylko się modlić i czekać, aż ich organizm zaskoczy. Czy aż tak bardzo ważne jest, gdzie odbywa się zapłodnienie? Hipokryzja jest taka w modzie…

Przeciętna Polka na adopcję i adoptowane dzieci patrzy krzywo

Ponownie wszystko przez kult najlepsze jest swoje. O adoptowanych dzieciach rodzina szepta po kątach, ludzie gadają, wytykają te dzieci palcami. Traktuje się jako te gorsze. Przeciętna Polka wynosi więc te wzorce z domu rodzinnego, widząc, jaki stosunek jej rodzina ma do takich dzieci. Niech mi taka Polka odpowie – w czym dziecko adoptowane jest gorsze od tego swojego?

Bo może mieć wady genetyczne? Choroby? A masz stuprocentową gwarancję, że poczęte przez Ciebie, Polko, będzie zdrowe jak ryba? Masz pewność, że nie urodzi się z wadą serca? Jesteś pewna wyników badań swojej ciąży? Pamiętasz o przypadkach, kiedy ginekolog był pewny, że urodzi się chłopiec, a urodziła się komuś dziewczynka? Właśnie taką gwarancję na zdrową ciążę dają badania – pewne wady zostaną wykryte w trakcie ciąży i podjąć odpowiednio wcześnie leczenie, a pewne będą tak dobrze ukryte, że staną się niespodzianką w trakcie porodu. Urodzenie dziecka swojego nie daje żadnej gwarancji na to, że będzie ono zdrowe.

Ciekawe, czy każda kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że może jej kiedyś zabraknąć? Czy jest świadoma, że może umrzeć zanim odchowa dziecko i to dziecko może zostać sierotą? Czy, oceniając adoptowane dziecko jako gorsze, ma to w pamięci i chciałaby, by jej dziecko było tak samo oceniane przez inne kobiety gdy jej zabraknie?

W tych rozważaniach istotne jest także coś jeszcze – przeciętna Polka zniechęcona jest procedurami adopcyjnymi. Są one żmudne i bardzo skomplikowane, jednak jeśli tak bardzo pragnie dziecka, nie powinno to dla niej stanowić problemu, prawda?

Do przeciętnej Polki nie dociera, że nie ma lepszych i gorszych dzieci, jeśli komuś zależy na posiadaniu dziecka.

Jeśli komuś naprawdę zależy, to… nie ma znaczenia dla niego w jaki sposób dziecko przyjdzie na świat i czy geny będą te same. Jeśli kobieta traktuje dziecko jako obowiązek społeczny lub kaprys, to będzie wybrzydzała. Taka kobieta dziecka tak naprawdę… nie chce. Czuje się zobligowana do jego posiadania według przyjętych w jej środowisku metod zdobycia dziecka. Piszę zdobycia, ponieważ przypomina mi to trochę walkę o trofeum. Trofeum to przedmiot, a dziecko nie jest rzeczą, a żywą istotą.

Dziecko to nie rzecz

Nie można go posiadać w dosłownym tego słowa znaczeniu. Matka jest jego prawnym opiekunem, a nie właścicielem, co szczególnie odbija się w okresie buntu nastolatków, którzy mają dość tego rządzenia swoją osobą (matki często zachowują się jak właścicielki, używając słów nie będę tolerować takich zachowań pod moim dachem, jestem twoją matką, więc będziesz robić tak jak ci każę, jako twoja matka nie pozwalam ci. Matka nie powinna być policjantem, powinna być rodzicem. Mam wrażenie, że kobiety o tym zapominają. Powinny wychowywać, nie traktować dziecko jako swoje trofeum, z którym mogą robić, co tylko chcą.

Przeciętna Polka po urodzeniu dziecka i wygranej walce z niepłodnością czuje się lepsza od innych. Zdobyła trofeum, więc w końcu może się wypowiadać na tematy, na które do tej pory musiała milczeć, bo nie masz dziecka, to się nie wypowiadaj. Nie musi już zakłopotana przebąkiwać, że wciąż starają się o dziecko, ale nie wychodzi. Czuje się więc lepsza od tych, które o dziecko się starają lub są w ciąży. Po spłodzeniu potomka przeciętna Polka czuje się alfą i omegą, a poczucie triumfu rośnie, gdy uda jej się urodzić po raz drugi. Czasem to poczucie przekształca matkę w madkę.

Jak pomóc przeciętnej Polce?

Nie pomagać. Jej się nie da pomóc, dopóki sama nie będzie tego chciała. Bo sama sobie stawia bariery nie do pokonania. Nie wymyślono jeszcze recepty na płodność, która zadowoliłaby przedstawioną w tekście przeciętną Polkę (poza modlitwą i metodami naturalnymi, których skuteczność w przypadku bezpłodności o podłożu fizjologicznym jest niska).

Cieszy fakt, że takich przeciętnych Polek jest coraz mniej. Kobiety, którym szczerze zależy na dziecku coraz chętniej korzystają z dobrodziejstw płynących z rozwoju medycyny, a adopcja przestaje być postrzegana przez społeczeństwo negatywnie.

 

 

Foto: Juliane Liebermann

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.