Przewodnik po polskich plażach – Białogóra

Białogóra zajmuje w moim sercu szczególne miejsce, ponieważ jeździłam do niej, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Postanowiłam odwiedzić to miejsce po latach i sprawdzić, co się zmieniło.

Jak było kiedyś?

Pamiętam Białogórę jako małą miejscowość, z przepysznymi lodami, świeżymi bułkami-wiankami i aż czterema drogami nad morze, w tym jedną główną. Pamiętam również stadninę koni, liczne pola namiotowe. Pamiętam tę główną drogę, przez las, przy której rosło charakterystyczne drzewo. W jednym miejscu jego koronie było takie zagęszczenie igliwia, że całość wyglądała, jakby na gałęzi urósł iglak. Pamiętam, jak na partyzanta jeździliśmy z rodzicami i zawsze znalazło się wolne miejsce.

Tyle z wspomnień

Pełna nadziei jechałam po raz kolejny na tę plażę, po ponad 10 latach. Wiedziałam, że sporo się zmieniło. Nie byłam przygotowana tylko na to, że zmieniło się aż tak wiele.

Za nic miałam złe zwiastuny w drodze nad morze

Przecież każdemu może się zdarzyć kilka burz po drodze. Każdy może mieć pecha, że paliwo się kończy, a stacji benzynowej nigdzie nie widać. No i przede wszystkim – każdemu mogą rozładować się oba telefony, a mapy tradycyjne zostawił w domu. Dziwnym trafem nie przeczuwałam, że to złe sygnały.

Poszukiwania noclegu…

Dobrze, że w miarę pamiętałam, gdzie i kiedy skręcić, to jakoś dojechaliśmy. Wjechaliśmy z (wtedy jeszcze chłopakiem, dziś już mężem) do Białogóry i zaczęliśmy pytać, czy są wolne kwatery. I oto nadszedł gwóźdź do trumny – kwater nie ma, wszystko zajęte. Dostaliśmy jedną, jedyną ofertę – pani powiedziała, że jeśli nic nie znajdziemy, pozwoli nam się przespać jedną noc za 120zł.

Poszliśmy, ciesząc się, że mamy dupochron w samym centrum Białogóry. I pytaliśmy dalej. I nic. Nikt nie chciał nas przenocować, więc wróciliśmy do tej sympatycznej pani, która proponowała nam, że udzieli nam noclegu. Niestety do tego czasu pani postanowiła zmienić nie tylko cenę, ale i swoją ofertę. Bo jej się ktoś trafił, ale ona ma jeszcze jedne kwatery, koło kościoła. Jedyne 160zł za dobę (i kilkaset metrów dalej od morza, o czym nie powiedziała, ale ja, znając topografię miasta, wiedziałam gdzie).

Podziękowaliśmy. Postanowiliśmy, że sobie wrócimy po prostu do domu po całym dniu opalania (i tak już nam zostało, że jeździmy nad morze na jednodniowe wypady, bo dłuższe nas męczą).

Poszliśmy na plażę

Kolejne, nieprzyjemne zaskoczenie. Drzewa wzdłuż drogi zostały wycięte (także moje ukochane drzewko). Postawiono latarnie. Szło się w pełnym słońcu daleko, daleko, na plażę, bez odrobiny cienia.

Po dotarciu na miejsce okazało się, że szerokość plaży się zmniejszyła, a gęstość zaparawanienia znacząco wzrosła. Zrozumiałam wtedy, dlaczego nie było dla nas miejsca noclegowego. Nie odmawiano nam dlatego, że chcieliśmy się przespać tylko jedną noc – faktycznie ludzi było tyle, że prywatności na plaży nie było żadnej.

Piasek

Był taki, jak zapamiętałam – drobniutki niczym pyłek i tak jasny, że prawie biały. I plaża była czysta, bez żadnych śmieci. Na brzegu nadal leżały wyrzucone przez morze muszelki i płaskie, owalne, drobne kamienie, które zbierałam, będąc jeszcze dzieckiem.

Można więc powiedzieć, że nad samym morzem nie zmieniło się nic, poza ilością ludzi, a w samej Białogórze zmieniło się prawie wszystko. Ogrom tych zmian jest dla mnie nie do ogarnięcia, więc pewnie nie wrócę już do Białogóry – wolę pamiętać ją taką, jaka była kiedyś, bez tłumu turystów i z przepiękną drogą przez las, która prowadziła nad upragnioną plażę.