Przewodnik po polskich plażach – Sopot

Sopot to jedna z najchętniej wybieranych przez plażowiczów miejscowości. Dobra lokalizacja sprawia, że co roku przyciąga tłumy turystów. Czy warto tam zajrzeć?

Do Sopotu jeździłam kilka razy w roku w ciągu ostatnich pięciu lat. Samo miasto się bardzo rozwija, co widzę po kolejnych inwestycjach i zwiększającej się liczbie plażowiczów.

Bywałam w Sopocie i w marcu, i we wrześniu. Niezależnie od pory roku jedno pozostaje niezmienne – plaża jest bardzo zanieczyszczona. W głowie mi się nie mieści, że w tak popularnym miejscu plaża może być tak zaniedbywana.

W okolicy wyjść z plaży są co prawda puszki na odpady, jednak śmieci są wywożone tak rzadko, że pojemniki są wiecznie przepełnione. Większość turystów albo zostawia swoje worki przy tych pojemnikach, albo… zakopuje odpady w piasku. I nikt z tym nic nie robi.

Mam taki zwyczaj, że gdy dochodzę do plaży zdejmuję buty i resztę drogi pokonuję na boso. W Sopocie boję się tak robić, ponieważ w tym piasku jest wszystko. Widziałam plastikowe pojemniki, potłuczone, szklane butelki, niedopałki papierosów, worki foliowe. Nawet na wysepce piasku  walniętą na bezczela ludzką kupę. Nie mieści się w głowie, że ludzie nie szanują miejsc, w których przebywają i robią takie rzeczy.

Kolejna sprawa, jak już przy piasku jesteśmy – jest ostry, gruboziarnisty i bardziej żółty, niż w przypadku Białogóry, czy Sztutowa. Oprócz śmieci, pełno jest muszelek, gałęzi i odpadków drzewnych.

To, jak wygląda plaża w Sopocie, potwierdza nawet mewa. Nie, to nie ona wypaliła tego papierosa. To turyści.

Ale kończąc temat zanieczyszczeń, chciałabym odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego nadal jeżdżę do Sopotu?

Powody są cztery:

1. Bliżej do Zatoki Gdańskiej, niż do morza właściwego – Niestety, z Łodzi jestem w stanie dojechać do Sopotu nawet w 3h, a do np, Władysławowa droga ta przedłuża się czasami do 8h. Jeśli ktoś jedzie na kilka dni, te parę godzin nie robi różnicy, ale jeśli preferuje, tak jak ja, jednodniowe wypady, jazda nad właściwe morze nie ma sensu.

2. Zapiekanki u Tymka – nie jadłam lepszych i wciąż jestem ich stałą klientką, gdy tylko zaglądam do Sopotu.

3. Gofry koło Zapiekanek u Tymka – Nie wiem, skąd oni biorą te owoce, ale truskawki są wielkie i słodkie, a maliny większe niż normalnie i bez żadnych niedoskonałości.

4. Restauracja Ocneba – Bywam tam rzadziej, niż u Tymka i na gofrach, bo nie zawsze jestem w stanie wszystko w siebie wcisnąć (tak, kiedy jadę do Sopotu, puszczam dietę w diabły). Jedzenie mają przepyszne, a właściciele to przemili ludzie.

Może to brzmi tak, że jadę do Sopotu tylko po to, żeby się najeść, ale to nieprawda. Szum morza mnie relaksuje i pozwala się zresetować, a jedzenie to takie zakończenie dnia nad morzem. Czuję jednak, że będę jeździć nad morze do Sztutowa, a gastronomię uprawiać w Sopocie (nie testowałam jeszcze jedzenia w Sztutowie, ale bliskość Sopotu to bardzo kusząca oferta). :D

Sopot jest atrakcyjny pod względem lokalizacji.

Jest stąd blisko do Gdańska i Gdyni, gdzie całymi dniami można zwiedzać różne zabytki – choćby sławnego Żurawia, czy port morski. Ponadto fajną opcją są rejsy po morzu, więc w okolicy naprawdę jest co robić.

U mnie jednak bardziej pełni rolę sentymentalną – to tutaj świętowaliśmy z Ł. zaręczyny i w tym miejscu po raz pierwszy razem pojechaliśmy nad morze, to w Sopocie mamy dobrą bazę wypadową do innych miejsc i sprawdzony parking. To tutaj narodził się pomysł pobierania próbek piasku do butelek po Coca Coli i porównywania go z piaskiem z innych miejsc.

Żeby było śmieszniej – tylko raz w życiu byłam na molo i prawie tego nie pamiętam, bo z rodzicami w Sopocie byłam tylko raz. Zapamiętałam tylko statek wikingów i brzydką, deszczową pogodę. Teraz to miejsce kojarzy mi się bardziej pozytywnie, wciąż jednak ma pewne wady, które plasują je w moim rankingu plaż bardzo nisko.