Przygodę czas zacząć – Korona Gór Polski

Korona Gór Polski – pierwszy raz usłyszałam o niej w 2016 roku. W tamtym okresie myślałam, że już wszystkie górskie wędrówki są za mną i w góry nigdy nie wrócę, bo moją nową miłością jest morze. O, jak się pomyliłam!

Zew odezwał się zupełnie niespodziewanie kilka tygodni temu

Im cieplej się robiło, tym bardziej ciągnęło mnie na dwór, a chodzenie po nizinach wydawało się takie nudne. Wtedy po raz kolejny wyskoczyła mi w google strona dotycząca Korony Gór Polski – i coś pękło. Przejrzałam listę osób, które zdobyły wszystkie najważniejsze szczyty i zaczęłam sobie zadawać pytanie – może i mi udałoby się dokonać czegoś podobnego? Może właśnie tędy wiedzie ścieżka do tak pożądanego przeze mnie zdobycia lepszej kondycji? Zupełnie machinalnie podjęłam decyzję o zdobyciu Korony w ciągu najbliższych 2-3 lat. Mało tego, ponieważ interpretacja KGP różni się od interpretacji Jerzego Kondrackiego postanowiłam zdobyć szczyty „obu szkół”, aby – wobec samej siebie – czuć się pełnoprawną zdobywczynią Korony.

Podstawowa rozpiska szczytów według Klubu Korony Gór Polski przedstawia się następująco:

Interpretacja wg. Jerzego Kondrackiego zakłada, że najwyższym szczytem Gór Wałbrzyskich jest Borowa, Beskidu Makowskiego – Mędralowa, A Gór Bialskich – Postawna. Ponadto interpretacja Kondrackiego dodaje jeszcze 4 szczyty: Pasmo Chełmu – Góra św. Anny, Wzgórza Niemczańsko-Strzelińskie – Wacławka, Wyżyna Krakowsko-Częstochowska – Góra Janowskiego, Pogórze Ciężkowickie – Liwocz.

Tak więc pełna lista szczytów, które chcę zdobyć przedstawia się następująco:
  1. Góra Świętej Anny
  2. Wacławka
  3. Góra Janowskiego
  4. Liwocz
  5. Łysica
  6. Ślęża
  7. Skopiec
  8. Kłodzka Góra
  9. Borowa
  10. Chełmiec
  11. Biskupia Kopa
  12. Szczeliniec Wielki
  13. Czupel
  14. Waligóra
  15. Skalnik
  16. Jagodna
  17. Lackowa
  18. Wielka Sowa
  19. Wysokie Skałki
  20. Orlica
  21. Mędralowa
  22. Lubomir
  23. Kowadło
  24. Postawna
  25. Rudawiec
  26. Wysoka Kopa
  27. Mogielica
  28. Skrzyczne
  29. Radziejowa
  30. Turbacz
  31. Tarnica
  32. Śnieżnik
  33. Śnieżka
  34. Babia Góra
  35. Rysy
Swój plan z uwagi na jego skalę i czasochłonność, podzieliłam na 3 etapy

Pierwszy etap zakłada zdobywanie szczytów niższych, drugi średnich, a trzeci – ponieważ kondycyjnie wydaje mi się najbardziej wymagający – najwyższych. Nie jestem nowicjuszem w górskich wędrówkach, jednak do doświadczonego górskiego wędrowca mi daleko. Dodatkowo fakt, że ostatni raz w górach byłam w 2014 roku i poprzez siedzący tryb życia miałam problemy z najprostszym szlakiem na Morskie Oko (dość uwłaczające dla osoby, która w 2012 roku dziarsko przemierzała szlak na Świnicką Przełęcz i tylko pogoda powstrzymała ją przed wejściem na Świnicę) wcale nie ułatwia mi zdobycia Korony i powrotu na szlaki.

Teoretycznie mogłabym robić wszystko nieoficjalnie…

Bez przynależności do KGP i tej całej otoczki. Nie chodzi mi o pieniądze, odznakę i fejm w środowisku, ale o fakt, że KGP nie zalicza dokonań sprzed przystąpienia do klubu. Jest to w jakiś sposób krzywdzące dla osób z pewnym górskim dorobkiem. Z drugiej strony skoro ktoś już raz wszedł na szczyt nie będzie miał większego problemu by wejść ponownie – będzie już wiedział, czego spodziewać się na szlaku. Z tego względu postanowiłam, że jeszcze raz wtoczę ten mój leniwy tyłek na Śnieżkę, mimo iż Śnieżka jako góra nie zrobiła na mnie większego wrażenia i nadal marzę o Śnieżnych Kotłach.

Wiem, że nie będzie to proste

Ale pocieszam się, że mam już pewne doświadczenie w górach i jestem lepiej przygotowana niż poprzednio. Mam lepszy sprzęt, pracuję nad kondycją, staram się zdrowo odżywiać i jestem zdeterminowana, by osiągnąć swój cel. Przede wszystkim jednak – mam wiedzę. W czasach, gdy chodziłam po górach dostęp do wiedzy był bardziej ograniczony, przez co robiło się to, co robili inni – z perspektywy czasu mogę rzec, że zaczynałam od bycia typem górskiego turysty określanego mianem stonki – w adidasach, z mapą i bułką z nutellą szło się w góry…

Nie jestem z tego dumna, wręcz robię się czerwona ze wstydu jak o tym pomyślę

Ale jednak się co roku w te góry wracało. Najpierw kupiło się lepsze buty, rok później szło się w lepszej kurtce i jakoś się to toczyło. Obecnie po przeglądzie sprzętu jestem znowu na etapie szukania butów idealnych, bo stare nadają się już tylko na jednodniowe wycieczki i ładną pogodę. Wiem jednak co robić, gdy spotkam misia na swojej drodze, jestem świadoma, że poza nutellą i kanapkami można mniejszym kosztem skomponować lepszy jakościowo prowiant, pamiętam o tym, by pilnować zasady „jeden łańcuch to jedna osoba”.

Chciałabym kiedyś pokonać swój lęk i zdobyć Orlą Perć

Traktuję zdobycie Korony jako mój wstęp do tego – większego znacznie – celu. Orla budzi we mnie respekt i pewien niepokój, którego nie potrafię wytłumaczyć. Nie chodzi o ekspozycję i łańcuchy, nie jest to lęk przed znaczną wysokością. Uważam, że do tego trzeba dojrzeć i z przerażeniem obserwowałam nie raz nieodpowiedzialnych rodziców ciągnących małe dzieci za sobą w stronę Orlej. Może kiedyś będę na to gotowa… No ale dość marzeń, Korona czeka. Będzie pandastycznie! ;)