Rok stosowania naturalnej pielęgnacji – wnioski

Zwolennicy naturalnej pielęgnacji zachwalają jej dobroczynny wpływ na skórę. Dziś przychodzę do Was z podsumowaniem po roku jej stosowania. Jak wpłynęła ona na moją skórę i włosy? Przygotujcie się na długi wpis!


Podsumowanie naturalnej pielęgnacji – Ciało


Co używałam?

  • Eolab – Pieniący się olejek pod prysznic o zapachu lotosu
  • Sylveco – Żel do higieny intymnej
  • Kryształ ałunu – Dezodorant
  • Equilibra – Żel aloesowy

Jak naturalna pielęgnacja wpłynęła na moje ciało?

Nie jestem jakaś wymagająca w kwestii pielęgnacji ciała. Wystarczy mi żel pod prysznic, dezodorant, płyn do higieny intymnej i nawilżający balsam do ciała od czasu do czasu. Skuszona pozytywnymi recenzjami postanowiłam wypróbować żel aloesowy z Equilibry. I wiecie co? Nie robił on mojej skórze dosłownie nic.

Podobne nic zaobserwowałam także w przypadku olejku pod prysznic z Eolabu. Nie wiem czego się po nim spodziewałam – że po wyjściu spod prysznica będę się cieszyć miękką, nawilżoną skórą? Chyba tak. A nic takiego niestety się nie stało. Aha i olejek ma tendencję do zapychania tej dziurki, z której wylewamy kosmetyk. Dzieje się tak nawet podczas codziennego używania. Powstaje taki glut, którego nie idzie wydłubać, bo przy każdej próbie wyciągnięcia go dzieli się na malutkie kawałeczki. Ja sobie radziłam podstawiając korek pod ostry strumień wody z prysznica, ale tego gluta nigdy całego się nie usunie.

Trochę lepiej wypadł ałun. Tyle się naczytałam o szkodliwości aluminium w kosmetykach, że chętnie omijałabym łukiem wszystkie dezodoranty. Ale na dworze robi się coraz cieplej, więc jakoś trzeba rozwiązać problem pocenia się. Ałun połowicznie stanął na wysokości zadania. Potu było mniej, a przykrego zapachu wcale. Szkoda, że nie udało mu się zwalczyć pocenia się. Nadal szukam ideału….

I znalazłam go, ale wśród żeli do higieny intymnej. Nie wiem, czy macie podobnie, ale większość płynów do higieny intymnej mnie podrażnia. Sylveco poradził sobie znakomicie i chyba zostanę już przy nim na stałe (no dobra, do momentu zmiany składu na gorsze o ile to nastąpi).


Podsumowanie naturalnej pielęgnacji – Cera


Co używałam?

  • AA Hydro Sorbet – Do cery suchej
  • AA Hydro Sorbet – Do cery tłustej
  • AA Hydro Sorbet – Do cery normalnej
  • Eolab – Pianka do twarzy do cery suchej
  • Equilibra – Żel do mycia twarzy
  • Equilibra – Serum aloesowe
  • Equilibra – Krem do twarzy aloesowy
  • Sylveco – Peeling enzymatyczny
  • Sylveco – Krem brzozowy z betuliną
  • Vianek – Krem do twarzy zielony
  • Bioline – Hydrolat z rumianku
  • Bioline – Hydrolat z melisy
  • NaturalMe – Hydrolat z aloesu
  • Make Me Bio – Hydrolat z róży
  • Your Natural Side – Olej z pestek winogron
  • Bioline – Olej perilla
  • Bioline – Glinka zielona
  • Nacomi – Glinka ghassoul
  • Venus Nature – Sok z aloesu
  • Bielenda – Olejek różany
  • Bielenda – Serum zielona herbata
  • Bielenda – Krem do twarzy Kokos i aloes

Jak naturalna pielęgnacja wpłynęła na moją cerę?

Chciałabym być jedną z tych tysięcy zadowolonych kobiet, którym naturalna pielęgnacja pomogła w problemach z cerą. Okazuje się, że u mnie wyrządziła więcej złego niż dobrego. Odkąd ją stosuję borykam się notorycznie z odwodnieniem cery. Skórę z nosa mogę zdzierać płatami :/ Jedyne co mi pomaga to krem uznany przez grupy eko za zło wcielone nałożony na… czysty sok z aloesu (serio, chodzi o ten żel-krem nawilżający z Yves Rocher). Ta mieszanka pozwala mi odpowiednio zabezpieczyć skórę przed utratą wody.

Druga sprawa to mój ŁZS – bez posiłkowania się Kerium z La Roche-Posay miałabym masakrę na nosie. Kilkumiesięczny odwyk od Kerium zakończył się bolesnym zaczerwienieniem i zaostrzeniem ŁZS, a żadne naturalne sposoby nie pomogły tego zwalczyć.

No i ostatnie, co chcę napisać, to wypryski. Nigdy nie miałam skłonności do wyprysków, a teraz jest ich sporo. Jest to normalne, gdy przechodzi się na naturalną pielęgnację. Przestaje być normalne, jeśli trwa dłużej niż kilka miesięcy. Od naturalnej pielęgnacji powiększyły mi się pory (chyba już na stałe x.x) i codziennie witam się z drobnymi krostkami na czole i brodzie.

Ale do rzeczy. Czas na opinię o kosmetykach. Postaram się jak najkrócej.

Nadal nie potrafię się zdecydować, który kosmetyk do oczyszczania twarzy jest lepszy, więc pewnie zostanę przy obu. Mam wrażenie, że Eolab lepiej domywa pozostałości po demakijażu. Natomiast Equilibra według mnie jest łagodniejsza do skóry.

Peeling enzymatyczny z Sylveco to kosmetyk do którego trzeba się przyzwyczaić. Ma niezbyt przyjemny zapach, ale działa super, bo po jego zastosowaniu suche skórki odchodzą do lamusa.

Glinki mieszałam z olejkami. Póki co tylko zielona glinka ze wszystkich naturalnych kosmetyków potrafiła w miarę ogarnąć temat ŁZS. Drugiej glinki używałam na suche partie twarzy, ale szału nie było. Po początkowej fascynacji glinkami przyszedł u mnie etap marudzenia na ciągłe papranie. I tak już zostało, robię maseczki z glinek tylko wtedy jak mi się przypomni.

Pokochałam za to hydrolaty! Uwielbiam nimi tonizować skórę twarzy! Moim hitem jest rumiankowy i aloesowy. Tutaj jednak powstaje dylemat. Bioline ma przepiękne, szklane opakowania (plus za ekologię i design), ale butelka nie nadaje się do ponownego wykorzystania do innego kosmetyku. Otwór butelki zabezpiecza metalowa plomba. Drugim minusem jest dyfuzor, który zostawia na naszej twarzy dość spore kropelki hydrolatu. W przypadku Make Me Bio i NaturalMe te problemy nie występują, a kosmetyki rozpylają się delikatną mgiełką. Dylemat jest więc taki – być bardziej eko i rozsmarowywać hydrolat po twarzy, czy wybrać plastik i używać hydrolatu normalnie? Odpwoiedzcie sobie sami ;)

O olejku i serum z Bielendy pisałam już wcześniej. Podtrzymuję to, co napisałam. Ale nie wspomniałam nic o serum z Equilibry, które niby ma być przeciwstarzeniowe, niby nawilżać, ale szału nie ma. Utrzymuje raczej skórę w niezmienionej kondycji. Nie szkodzi, ale też nie pomaga.

No i dochodzimy do kremów, których przerobiłam sporo. O kremach AA też już Wam pisałam i też moje zdanie nie uległo zmianie. Wręcz jest jeszcze gorsze, bo ostatnio chciałam wykorzystać te kremy jako balsam do ciała i… okropnie piekła mnie po nich skóra na nogach (12 godzin wcześniej depilowałam nogi). O zielonym Vianku też wspominałam przy okazji niewygodnych faktów o naturalnej pielęgnacji. Tak, to ten krem śmierdział mi toaletą i również podtrzymuję to, co powiedziałam. Aloesowy krem do twarzy z Equlibry to porażka, bo po każdym jego zastosowaniu miałam strasznie ściągniętą cerę. Mało tego, korek mi się ułamał i musiałam przełożyć kosmetyk do innego opakowania. I podobne zdanie mam o Sylveco – ten krem z betuliną również nie zdziałał cudów.

No i zostaje Bielenda, którą dostałam od koleżanki w spadku. Dla niej był to nietrafiony krem, dla mnie genialny! Ma bardzo bogatą konsystencję, przez co nie nadaje się pod makijaż i na upalne noce, ale tak poza tym daje radę. Nie jest to ideał, ale przypasował mi i chętnie go używam na noc. Kremu na dzień nadal szukam.


Podsumowanie naturalnej pielęgnacji – Włosy


Co używałam?

  • Eolab – Szampon Argana Spa
  • Alterra – Nawilżający szampon do włosów Granat Bio i Aloes Bio
  • Alterra – Szampon do włosów dodający objętości, Bio Papaja i Bio Bambus
  • Alterra – Nawilżająca odżywka do włosów Bio-owoc Granatu i Bio-Aloes
  • Receptury Babuszki Agafii – Maska drożdżowa
  • Receptury Babuszki Agafii – Szampon z korzenia mydlnicy
  • Olejek Khadi
  • Natura Siberica – Szampon z rokitnika
  • Natura Siberica – Szampon przeciwłupieżowy

Jak naturalna pielęgnacja wpłynęła na moje włosy?

Przerobiłam masę szamponów i powiem Wam jedno – nie potrafię całkowicie przestawić się na naturalną pielęgnację. Mało tego, przestałam próbować! Najlepiej na  chwilę obecną służą mi szampony z Alterry do codziennej pielęgnacji i szampon nadający objętości z Yves Rocher raz w tygodniu. Eolab nie sprawdził się totalnie – ani to ekonomiczne, ani niespecjalnie pachnie, a rozplątywanie włosów po nim było koszmarne. Po Alterrze z rozczesywaniem również szału nie ma, ale włosy są przyjemnie miękkie i puszyste.

Olejek Khadi wielbię i wielbić będę. Super pomaga zagęścić czuprynę! Polecę go każdemu i zawsze. Co do odżywki z Alterry to mam mieszane uczucia, ale chcę przetestować ją trochę dłużej zanim się wypowiem.

Natura Siberica i Babuszka Agafii to mieszane historie. Maskę drożdżową również polecę każdemu, bo jest genialna, a nie trzeba jej długo trzymać na włosach. Jest to coś w sam raz dla zabieganych. Szampon z kolei do kitu. Ponownie szału nie było, a rozczesywanie włosów to koszmar. Z kolei przeciwłupieżowa Natura Siberica dobrze poradziła sobie z łupieżem, ale szampon z rokitnika tak okropnie mi śmierdział, że nie dałam rady i podrzuciłam go mężowi. Dla mnie był tragiczny, a działanie ponownie takie se.

Uff… Przebrnęliście przez to. Podziwiam. No to teraz czas na małe podsumowanie ;)


Co na pewno na stałe zagości w mojej kosmetyczce?


  • Sylveco – Żel do higieny intymnej
  • Eolab – Pianka do twarzy do cery suchej
  • Equilibra – Żel do mycia twarzy
  • Sylveco – Peeling enzymatyczny
  • Bioline – Hydrolat z rumianku
  • NaturalMe – Hydrolat z aloesu
  • Make Me Bio – Hydrolat z róży
  • Venus Nature – Sok z aloesu
  • Bielenda – Krem do twarzy Kokos i aloes
  • Alterra – Nawilżający szampon do włosów Granat Bio i Aloes Bio
  • Alterra – Szampon do włosów dodający objętości, Bio Papaja i Bio Bambus
  • Receptury Babuszki Agafii – Maska drożdżowa
  • Olejek Khadi

Wszystkie te kosmetyki to moja złota trzynastka. Będę się ich trzymać, bo jestem zadowolona z ich działania.

Przygoda z naturalnymi kosmetykami nauczyła mnie zdrowego podejścia do kosmetyków. Zauważyłam, że nie ma sensu popadanie w skrajności i używanie na siłę czegoś, co podobno działa super, bo ma naturalny skład. Nie wszystko, co sprawdza się innym sprawdzi się i nam. Właśnie dlatego wybrałam zdrowy rozsądek – staram się czytać składy, ale nie przekreślam kosmetyków tylko dlatego, że ich skład jest gorszy. Liczy się dla mnie działanie. Nie kupię obrandowanej gliceryny za 60zł, ale też odpuszczę sobie już zabawę z glinkami. Nie skuszę się na krem z aluminium w składzie, podobnie jak nie zamierzam się katować przez wiele miesięcy kremem z dobrym składem, który psuje mi cerę, z nadzieją, że w końcu te jego super składniki zadziałają.

A jak jest u Was? Wolicie bardziej naturalnie, czy nie patrzycie na składy? Jakie kosmetyki się Wam sprawdzają?

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.