Spontan kontrolowany – czy zawsze trzeba planować wycieczki?

Spontan w planowaniu wyjazdów dla niektórych to kompletna abstrakcja. Zanim ruszą się z domu kombinują, sprawdzają informacje o wszystkich dostępnych zabytkach w okolicy, zastanawiają się co warto, a czego nie warto zobaczyć. Stalkują wujka Google w poszukiwaniu atrakcyjnych cen noclegów, bo przecież jeśli już się ruszać na drugi koniec Polski, to na minimum 2 dni.


Czy mają rację?


Takie podejście do tematu niewątpliwie ma swoje plusy. Wiesz gdzie jechać, co zobaczyć, ile będzie postojów i czy gdzieś zatrzymasz się dłużej. Wydłużenie pobytu o 1 dzień w danym regionie to także więcej do zobaczenia i możliwość rozluźnienia ciasno upakowanego zabytkami grafiku.

Nie można przejść jednak obojętnie obok minusów tego rozwiązania. A do nich niewątpliwie możemy zaliczyć wyższe koszty całego przedsięwzięcia. Nocleg to dodatkowy koszt, który czasem może być równy cenie paliwa, a nawet wyższy. Wydłużenie pobytu to także większe koszty samego zwiedzania – więcej zabytków zobaczysz, więc będzie więcej opłat za wstępy.

Kolejną wadą może być poczucie frustracji, gdy w wyniku siły wyższej (brak informacji w internecie o zamknięciu obiektu, korki na drodze skutkujące opóźnieniem i spóźnieniem się na ostatnią godzinę wejścia do zabytku, przymusowe i nieplanowane postoje, źle obliczony czas zwiedzania, przez co musimy z czegoś zrezygnować…) nie uda się nam zrealizować całego planu w 100%. Dla niektórych osób jest to trudne i przyznam się szczerze, że ja sama do tej grupy osób należę. Jeśli coś planuję, lubię zrealizować to do końca bez względu na wszystko.

Spontan kontrolowany

Remedium na to jest proste – spontan kontrolowany, czyli wiem gdzie jadę, ale co zobaczę, to przypadek zadecyduje. Już wyjaśniam o co chodzi. Posłużę się przykładami z życia, bo takie są najlepsze.

Decyduję się na jeden, główny cel

Upieram się, że chcę jechać nad morze. Droga do Sopotu daleka, ale w obecnych czasach dystans to nie problem. Jadę. Widzę znak na Malbork. Ten zamek zawsze chciałam zobaczyć, a mam sporo czasu, bo wyjechałam wcześnie rano. Więc… ZWIEDZAM! ;)

Po zakończeniu zwiedzania jest przed godziną 11:00. Jest to dobry czas, a jestem już bliżej niż dalej morza, więc uderzam w swój cel. Korzystam ile mogę. Odpoczywam, wsłuchując się w szum morza. Kij z tego, że jest kwiecień i z opalania nici. Nie jest to dla mnie ważne. Sama chciałam przyjechać tutaj wiosną. Zostaję tam do zachodu słońca i wraz z ostatnimi jego promieniami zbieram się do domu.

W trakcie podróży powrotnej dzwonię do Starej Pierogarni w Toruniu. Zamawiam pierogi z odbiorem osobistym i zgarniam je po drodze.

Wybieram 2-3 zabytki blisko siebie

Oczywiście jeśli jest taka możliwość. Jadąc na Mazury chciałam zobaczyć wiadukty w Stańczykach. Zaintrygował mnie Gołdap, który jest w okolicy. Oczywiście poruszając się po województwie zobaczyłam znak na piramidę w Rapie i przypomniał mi się kiedyś czytany artykuł w internecie o tym zabytku. No to jadę! GPS się gubił, dostawałam SMS-y o tym, że już w Rosji jestem, ale dzielnie brnęłam dalej. I dobrnęłam :) Taka okazja mogła się już w życiu nie powtórzyć. Chwyciłam ją za nogi i zobaczyłam piramidę w Rapie!

A w Gołdapie? Niby nic ciekawego, ale na własne oczy zobaczyłam najbardziej wypasioną Biedronkę ever, gdy wpadłam do niej po butelkę wody. I zakupiłam pamiątkę z Gołdapu – pojemnik na żywność :P Tak, w Gołdapie jest mega dużo tych itemów z gazetek promocyjnych. Caaałe kosze!

Będąc w warmińsko-mazurskim tego samego dnia zobaczyłam jeszcze Wilczy Szaniec, zamek Morąg i zamek w Kętrzynie. A i zamek w Barcianach! Bo jak już jestem w tym województwie, to… czemu nie?

Jadę na ślepo

Wiem tylko tyle, że obieram sobie konkretne województwo. W drodze do celu szukam ciekawych obiektów. Tak było na przykład, gdy wybierałam się na Podlasie. W drodze znalazłam informacje o zamku w Tykocinie i ruinach kościoła w Jałówce. A Jałówka jest tak blisko Białowieży, żal by było nie zobaczyć żubrów. No to pojechałam i zobaczyłam ;)

A spontan niekontrolowany?

Też jest do ogarnięcia. Były sytuacje, że mówiliśmy sobie z mężem jedziemy do Warszawy i okolic na zamki, ale mu się zjeżdżało przypadkiem na autostradzie na Gdańsk. I tam w Gdańsku kupowaliśmy na szybko ręczniki w Ikei, i lądowaliśmy ostatecznie nad morzem w Sopocie.

Były też sytuacje, że robiliśmy wypady bo nie ma co robić w domu. Kij, że już późno, bo 11:00. Zdążymy nad morze. I na te zaledwie kilka godzin jechaliśmy.

Czy takie wypady są głupie?

Dla niektórych mogą wyglądać absurdalne. Mi dostarczają za każdym razem wyjątkowych wrażeń i wywołują we mnie wielką ekscytację. Co ciekawego dzisiaj zobaczę? Gdzie tym razem mnie przywieje? Jest to dla mnie zdecydowanie bardziej interesujące niż zwiedzanie według wyznaczonego programu. Czasami dwugodzinne siedzenie nad morzem daje więcej niż tygodniowe leżenie plackiem na plaży. Wspaniale rozładowuje stres i jestem po tym jak nowo narodzona. No i wielu mniej znanych zabytków bym nie poznała, gdybym sztywno trzymała się wcześniej ustalonego przez siebie planu wycieczkowego.

Czy takie wypady są droższe?

Nie odczułam ich jakoś bardzo po kieszeni. Najdroższe jest paliwo, ale niezależnie od tego, gdzie pojedziesz, i tak poniesiesz wydatek w obie strony. Niezależnie, czy wypad potrwa 1 dzień, czy 2 dni, za paliwo i tak się zapłaci. A mniej znane zabytki często mają bezpłatny wstęp, więc spontan pozwala trochę zaoszczędzić.

Czy nie lepiej pojechać nad morze na dłużej?

To już jest kwestia indywidualnego podejścia i potrzeb. Ja nie potrafię leżeć plackiem na plaży dłużej niż 2 dni. Zwyczajnie mnie to męczy i nudzi. Dodatkowo pogoda nad polskim morzem nas nie rozpieszcza i trafić na tydzień nieprzerwanego słońca to jak wygrać w totka. Nie ryzykuję więc.

Poza tym ja jadę nad morze się zregenerować i odstresować, a nie opalić. Takie mam potrzeby. Dla mnie nie ma znaczenia, czy świeci słońce, czy niebo jest zachmurzone. Nie gra roli temperatura, bo przecież jeśli zimno, to się po prostu cieplej ubiorę i wezmę na plażę dwa koce zamiast jednego.

„Nie masz dzieci więc ci łatwo. Ja mam dwójkę i to nie jest takie proste”

Nie będę zaklinać rzeczywistości i mówić, że zawsze z dziećmi się da. Nie zawsze. Wiadomo, że z dziećmi nie każda wycieczka wypali, bo na niektóre atrakcje mogą być po prostu za małe. Ale wystarczy poczekać aż podrosną, a w tym czasie organizować im inne wycieczki. Można też jeździć bliżej lub darować sobie całodniowe wypady. To jak będzie wyglądał spontan kontrolowany w takim przypadku zależy od rodziców, którzy najlepiej znają swoje pociechy i widzą, czy dobrze znoszą podróż. Nie muszą jednak rezygnować ze spontanu, jeśli będą dobrze przygotowani.

Dobra organizacja potrafi zdziałać cuda. W samochodzie zawsze mam plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami na wyjazd. Tak, wożę ze sobą koc plażowy, ale mam też w bagażniku zapasowe buty trekkingowe na wypadek, gdybym pewnego pięknego dnia zapragnęła wziąć urlop na żądanie i pojechać w góry. Ty też możesz skompletować własną torbę i wozić ją w bagażniku. Serio ;)

Spróbuj tej formy zwiedzania. Nawet, jeśli nie przypadnie Cido gustu, to doświadczysz czegoś nowego i zupełnie innego.

Pozdrawiam Cię serdecznie

Justyna

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.