Ludzie przychodzą i odchodzą

Dziś nie będzie standardowego wpisu. To nie dzień na makijaże, porady pielęgnacyjne i podobne tematy. Dziś uszanujmy pamięć Zmarłych.

***
Był zachód słońca. Konkretnie jeden z tych kiczowatych, malowniczych zachodów słońca, przy których migdalą się pary i przysięgają sobie wieczną miłość. Co bardziej naiwni przysięgają sobie również inne rzeczy, ale nie jest to element tej opowieści.

Siedzieliśmy sobie na brzegu rzeki, patrząc w dal. Ja i Skowyrny – jedyny, znany historii przypadek przyjaźni damsko-męskiej, takiej prawdziwej i bez podtekstów.

Skowyrny spojrzał na mnie i powiedział:
– Ja to nie wiem, ludzie przychodzą i odchodzą.
– Nom – odparłam mało ambitnie, popijając kolejne piwo.

Ryby dzisiaj słabo coś brały.

– Ale nasza przyjaźń przetrwa, bo nigdy nie spotkałem dziewczyny, z którą mi się tak dobrze gada, jak z tobą. – powiedział dobitnie i po raz kolejny zarzucił wędkę.
– Oby. Jeśli kiedyś wylądujemy w jednym domu starców, to będzie fun.
– Na pewno wylądujemy, przecież ani ty ani ja nie chcemy się z nikim hajtać.

Roześmiałam się tylko. Myśleliśmy tak samo. Stara panna i stary kawaler w jednym pokoju, każde ze swoim kotem.

Skowyrny napił się piwa i powiedział coś, co utkwiło mi na zawsze w pamięci:
– Zobaczysz, ludzie przychodzą i odchodzą.

Wręcz automatycznie odpowiedziałam mu, nie myśląc zbytnio nad sensem słów:
– I zostawiają po sobie dziury, których nigdy nie wypełnisz.
– No ba, Ale z nami będzie inaczej.

***

Byłam tego pewna jak nigdy w życiu. Byliśmy idealnym przykładem kumpli – jeśli to można nazwać i do tańca i do różańca.

Nasze losy potoczyły się jednak inaczej

Znalazłam pracę w większym mieście, spotkałam mężczyznę, którego pokochałam, przeniosłam całe swoje życie w zupełnie inne miejsce. Nie było czasu na wspólne ryby, a i Skowyrny przestał się odzywać. Gdy pochwaliłam się zaręczynami nie odpowiedział. Gdy brałam ślub również z jego strony panowała głucha cisza. Było to dla mnie dziwne, ale nie drążyłam tego zbytnio, pochłonięta przygotowaniami do tego pięknego wielkiego dnia. I tak już zostało – Skowyrny nie odezwał się ani wtedy, ani nigdy więcej. A miało być tak pięknie…

Ta sytuacja uświadomiła mi, że pełno jest w moim otoczeniu ludzi, którzy grają w moim życiu zaledwie role epizodyczne. Jeszcze większym odkryciem Ameryki było dla mnie to, że tak po prostu jest i nie jestem odosobnionym przypadkiem, którego to spotyka. Kto towarzyszy nam przez całe życie?

Rodzina?

Jest z nami dość długo. Ale jest pewien problem – w rodzinie co chwilę ktoś się rodzi lub umiera. Nie ma tak, że przez całe życie bliscy będą szli z Tobą, a dopiero po Twojej śmierci umrą. Czy to rodzice, czy to bracia, czy to ukochany mąż – kiedyś zostaniesz sam, bo nie będą żyli wiecznie.

Przyjaciele?

Dziś są, jutro ich nie ma. Jeśli przyjaźń przetrwa wiele lat, wcale to nie znaczy, że będą z Tobą do śmierci. Niestety większa jest szansa, że w którymś momencie życia Cię opuszczą, bo Wasze drogi się po prostu zaczną rozmijać. U niektórych jest to etap wchodzenia w związki, u innych zakładania rodziny, zawsze jednak znajdzie się jakaś przyczyna rozpadu przyjaźni. I nawet, jeśli odbudujecie przyjaźń, to już nigdy nie będzie to samo. Będzie inaczej, co nie znaczy, że będzie gorzej, bo może wyjść nawet lepiej, niż było. Ale to nie będzie to samo.

Koledzy z pracy?

Im luźniejsze więzi z ludźmi, tym mniejsza szansa, że z Tobą zostaną na zawsze. Dlaczego miałby przejmować się Tobą ktoś, kogo spotykasz w pracy i wymieniacie się tylko small talkiem w aneksie kuchennym w pracy? Ci ludzie mają swoje życie i swoje problemy.

Czytelnicy? Followersi na instagramie? Subskrybenci na youtube? Znajomi na Facebooku?

Ich przywiązanie jest zmienne. Jednego dnia są, drugiego już ich nie ma. Stanowisz dla nich element rozrywki, sprawdzają z ciekawości co u Ciebie i wracają. Lub nie wracają, bo napisałaś, że weganie nie mają racji, a mięso powinno się jeść. Albo nie spodobało im się zdjęcie z ostatniego wyjazdu. No a Twoje filmiki… wiesz, chyba skończyłaś się jako vloger, to już nie jest to samo. Pójdą gdzie indziej, gdzie znajdą treści wypełniające pustki w ich życiu.

Przykra sprawa jest taka, że nie ma takiej osoby.

No i kolejna sprawa, te dziury, o których kiedyś wspomniałam

Gdy ktoś pojawia się w Twoim życiu, jego zniknięcie pozostawia po sobie dziurę. Każdy wnosi coś nowego do Twojego życia, a gdy znika czujesz pustkę. Przypomnij sobie kłótnie z przyjaciółkami, rozstania z partnerami, pogrzeby bliskich. Po każdym takim wydarzeniu czułaś, że coś się skończyło. Pewnie czasami nawet łapiesz się na myśli, że chętnie porozmawiałabyś z tym lub z tamtym. A ich nie ma, jest tylko pustka.

Najgorsze jest, że nie zapełnisz tej pustki już niczym i już nigdy. Jedyne co możesz zrobić, to wykorzystać maksymalnie ten czas, kiedy te osoby są w Twoim życiu. Nie obiecuj sobie, że jutro odwiedzisz babcię, bo nie masz czasu. Zrób to dzisiaj, bo jutro może jej nie być. Powiedz ukochanemu co czujesz, jeśli nie wie o Twoich uczuciach, bo jutro może mieć wypadek i nigdy się o tym nie dowie. Spotkaj się z przyjaciółką w piątek, nie wykręcaj się, że nie masz czasu. W sobotę możecie nie być już przyjaciółkami. Przytul mamę, bo za tydzień może się okazać, że będzie już za późno.

Uczucia to przekleństwo i błogosławieństwo za razem

Jedne niszczą, inne rozwijają. Nie można wyrzucić ludzi ze swojego życia i niczego nie poczuć. Tak już jesteśmy stworzeni, że się nie da. Nie możesz zamykać się i odcinać od innych z nadzieją, że o nich zapomnisz – zawsze z tyłu głowy będziesz mieć, że jednak istnieją i żyją szczęśliwie. Będziesz się zastanawiać co robią, czy żyją, jak potoczyły się ich losy nawet wtedy, gdy nie będziesz już częścią ich życia.

Zapamiętaj więc…

Ludzie przychodzą i odchodzą. Zostawiają po sobie dziury, których nigdy nie wypełnisz.

 

 

Foto: Wendy Scofield