Ta małpa w czerwonym…

Dziś będzie trochę o Polakach w kościele. Konkretniej to po spowiedzi i o tym, jak się zachowują w stosunku do innych. Małpa w czerwonym to metafora z nutką realizmu. I nie, nie mam nic do katolików, bo to fajni ludzie mimo wszystko. Wychodzę z założenia, że każdy wierzy w co chce i jak chce.

Polak deklaruje się katolikiem

Statystyki kłamią, mówiąc o dokładnej ilości prawdziwych katolików w kraju, ale mówią prawdę o tym, że większość deklaruje się katolikami. Nie wierzysz? Powiedz na spotkaniu rodzinnym na głos, że jesteś ateistą. Babcia dostanie zawału, ciocie zaczną Ci wmawiać, że to nieprawda, dziadek się obrazi, wujkowie nie skomentują, ojciec Cię wydziedziczy, a matka się przeżegna. Serio. Polacy nie ogarniają, że ktoś może być niewierzący lub mieć inne przekonania religijne niż oni.

Ci sami gorliwi w mowie katolicy, przestają być tak zapalonymi katolikami, gdy przychodzi do dania na tacę, przyjęcia księdza po kolędzie, posprzątania kościoła, czy… spowiedzi. Ale nie o tym dzisiejszy wpis. Dziś będzie tylko o spowiedzi. Bo widzisz, Czytelniku, nic mnie tak nie boli, jak hipokryzja.

Gdzie ona jest?

Ano idzie sobie taki człowiek do spowiedzi, wyspowiada się, dostanie pokutę i myśli, że już jest oczyszczony ze wszystkich grzechów. Jest pogrążony w euforii, że ma czyste konto u Boga i żywi mocne postanowienie bycia wzorowym chrześcijaninem. Chwilę po tym stanie jednak pod kościołem z innymi ludźmi, których zna i zacznie się cyrk.

Małpa w czerwonym

Nawet, jeśli początkowo będzie się opierał, w pewnym momencie polegnie i dorzuci swoje trzy grosze do czyjejś tyrady o małpie w czerwonym. Bo też kiedyś widział, jak wychodził z jej domu kochanek, a to takie niechrześcijańskie. Ktoś inny rzuci jeszcze ciekawszym faktem o swoim sąsiedzie. Uwaga skupi się na Cześku, który do kościoła nie chodzi wcale, lub Marynie, którą mąż zostawił dla młodszej. I kółko się kręci. Człowiek posłucha o tym i o tamtym, wróci do domu, przekaże przy kolacji zebrane informacje żonie i nie będzie czuł z tego tytułu wyrzutów sumienia. Przecież oni obgadywali bardziej!

Następnego dnia pójdzie do Komunii, bo przecież był u spowiedzi

Nieświadomy grzechu, który popełnił, bo przecież obgadywanie to nie grzech. Nie według jego zasad moralnych. Przecież mówienie fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu to co innego, to nie może być obgadywanie Wacława. Przecież to była tylko wymiana spostrzeżeń. Nikt nie musi wiedzieć, że trochę koloryzował. Nie myśli o tym, że Bóg widzi i słyszy wszystko. To podkoloryzowane też.

***

Zawsze mnie zastanawiało, co kieruje takimi ludźmi, stojącymi pod kościołem. Rozumiem chęć wymiany ploteczek, ale przecież skoro deklarują się wierzącymi katolikami i poszli do tej spowiedzi, czy nie powinni walczyć z pokusą i zachować niektóre informacje dla siebie? W końcu na kazaniach w trakcie mszy tyle się mówi o walce z pokusą, stawia się Jezusa za wzór w tym temacie. Chodzą na kościelne nauki i nie wykorzystują nabytej wiedzy. Skoro deklarują się katolikami nie powinni do przykazań podchodzić wybiórczo i szukać wymówek.

Niestety większość ludzi chodzi do kościoła nie z chęci stawania się lepszymi katolikami, lecz z powodu rutyny. Nauczyli się, że raz w tygodniu do kościoła iść się powinno i kultywują tą tradycję. Nawet, jeśli modlą się szczerze i mają silną wiarę, nie powinni chyba chodzić bezrefleksyjnie i coś z tej mszy za każdym razem wynosić. Wprowadzać to w życie, zamiast niby chodzić, ale zachowywać się wbrew własnej wierze.

 

 

Foto: Josh Applegate

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.